poniedziałek, 1 czerwca 2009

#99 - The Extremist [Peter Milligan & Ted McKeever]

The Extremist to czteroczęściowa miniseria z ukochanego przeze mnie wydawnictwa Vertigo, której pierwszy numer ukazał się we wrześniu 1993 roku, czyli niemal dokładnie siedemnaście lat przed powstaniem tej recenzji (6 września 2010). Szmat czasu, a mimo to komiks wciąż zaskakuje i chwyta za jaja oraz serce. Tylko cztery krótkie zeszyty, a tyle skrajnych emocji odczuwanych przez czytelnika. Tak niewiele stron i tak ogromna ilość rewelacyjnych, nierzadko zaskakujących pomysłów. Opowieść, której pochłonięcie może zająć jeden wieczór, ale której przeżywanie trwa o wiele dłużej. Jeśli kogoś to nie przekonuje, mogę dodać jeszcze takie słowa jak seks, przemoc, lateks i cycki, jednak mam nadzieję, że nie było to konieczne.

O jednym z moich komiksowych ulubieńców, Peterze Milliganie, napisałem już niejeden tekst, ale nigdy nie znalazł się tu jakikolwiek akapit poświęcony Tedowi McKeeverowi. Jego brzydkie, nieestetyczne i brudne ilustracje kochasz lub nienawidzisz, przy czym większość ludzi zdaje się wybierać tę drugą możliwość. Rozumiem ich, jednak osobiście uwielbiam niepodrabialny styl tego rysownika, jego pozornie wymagające niewielkich umiejętności prace, sprawiające, że nie da się go pomylić z żadnym innym autorem. Widzisz charakterystyczną kreskę i od razu wiadomo, kto maczał w tym palce. Nie podoba się? W porządku, nie musi, ale ja jestem zachwycony i naprawdę nie wiem, co mogłoby bardziej pasować do genialnego, chorego, a także niemożliwie brudnego scenariusza Petera Milligana. Czasami można odnieść wrażenie, że McKeever nie rysuje kolejnych obrazków, tylko wydala je z siebie lub zwraca, tak jak zwraca się treść pokarmową z żołądka. I bardzo dobrze. Jeśli nie czytaliście, nie możecie domyślać się, jak bardzo pasuje to do przytłaczającej atmosfery opowieści.

Uogólniając, komiks porusza dwie kwestie: ludzi noszących strój Ekstremisty oraz samego stroju i tego, jak wpływa on na osobowość postaci, która ma go na sobie. Okazuje się, że założenie specyficznego skórzanego ubrania może zarówno więzić, jak i dawać wolność, choć często związaną z zepsuciem i odrzuceniem wszelkich zasad moralnych. The Extremist opowiada także o poszukiwaniu swojego prawdziwego "ja" (znów kłania się temat tożsamości), o tym, jak niewiele może wiedzieć o sobie dwoje mieszkających razem ludzi, a także... jak niewiele człowiek może wiedzieć o sobie samym. I wierzcie mi, ten akapit nie wyczerpał tematu. Tak naprawdę kilka napisanych przeze mnie krótkich zdań o tym, co można znaleźć pomiędzy okładkami, to tylko kropla w morzu, ponieważ, jak już wspominałem, mnogość wątków i smaczków powala.

Kim jest Ekstremista (i nie mam tutaj na myśli człowieka znajdującego się pod skórzaną maską, chodzi o samą ideę tej postaci)? To członek tajnego stowarzyszenia - ilość związanych z nim informacji, jakie poznajemy przez cały czas trwania opowieści, jest kolejnym ciekawym pomysłem Milligana - zajmujący się między innymi eliminowaniem ludzi niewygodnych dla tej sekretnej grupy. A teraz: kim jest obecny Ektremista? To Judy, osoba zupełnie nowa i niedoświadczona w tym fachu, zakładająca czarny strój tylko po to, by odnaleźć mordercę jej męża, poprzedniego Ekstremisty. I nie napiszę niczego więcej, bo w przypadku tego komiksu nie da się wspominać o fabule, nie zdradzając zbyt wielu szczegółów.

Opowieść, mimo niewielkiej objętości, jest złożona i przemyślana w taki sposób, że nie wyobrażam sobie, by nie zrobiło to na czytelniku wrażenia. Ciekawe pomysły, żywi bohaterowie, obrzydliwość i kontrowersja (co ważne, pozbawiona tanich chwytów i takich rzeczy jak na przykład pokazywanie przemocy dla samego pokazywania przemocy), a także celowo zaburzona chronologia, mająca na celu utrzymanie odbiorcy w napięciu aż do samego finału - to wszystko sprawia, że The Extremist jest miniserią, którą da się zachwycać jeszcze długo po przeczytaniu całości. Tak właśnie było ze mną i tak będzie z Wami, a jeśli nie, mogę się tylko bardzo zdziwić.

5 komentarzy:

Łukasz Mazur pisze...

Piękny akapit o McKeeverze!

Nie wiem czy więcej jest tych co nie przepadają za jego twórczością, ale wkurwia mnie jak się wiesza psy na kolesiach rysujących (głównie mejnstrimowe) komiksy, którzy mają swój styl i na których wieszane są owe psy "bo to jest inne". Mam świadomość, że robią to głównie ciecie dla których wszystko powinno być rysowane jak u Jima Lee i że niewiele mają "poczucia smaku" (a lubię myśleć, że choć trochę mam ja, hehe), no ale...

Taki np Ramos, Bachalo czy ostatnio Canete - świetni, poruszający się co prawda w podobnej stylistyce, ale co chwila gnojeni (szczególnie ten ostatni).

Czy kupa innych napierdalaczy.

Jak i sam McKeever, któremu się dostało po publikacji w PL Batmanie a który mi - wtedy brzdącowi - otworzył umysł i chciałem ciskać jak on.

Eh :)

Nie wiem czy w drobnym stopniu wyjaśniłem co mi na sercu leży, ale musiałem wyrzucić :]

W każdym razie zachęcający wpis na maxa i postaram się zapoznać z tą mini jak najszybciej. Tym bardziej, że w listopadzie wznowienie! http://vertigo.blog.dccomics.com/2010/08/11/vertigo-resurrected-2-reveal/

A i już nie będę komentował gdzie indziej tylko tutaj powiem, że kawał dobrej roboty robisz. Pisz tylko częściej :D

Janusz Topolnicki pisze...

Nie będę owijał w bawełnę i powiem krótko - Ted McKeever RULEZ!!!

A Jim Lee to mi się w podstawówce podobał, a teraz jak patrzę na jego prace to boli mnie, że każda kobieta jest taka sama (czyli nabrzmiała sylikonem) i tylko po fryzurze można je rozróżnić....

Michał Misztal pisze...

@Łukasz

Ej, to się nazywa porządny komentarz!

Ja tam zawsze byłem gościem z otwartą głową (albo w swojej naiwności uważam się za kogoś takiego hehe), a do komiksów Vertigo przyciągnęła mnie właśnie ta inność. Nie wyobrażam sobie plucia na rysunki McKeevera. Dawniej nie miałem okazji poznać jego twórczości puszczonej w polskim Batmanie, za to czytałem pełne oburzenia listy i przede wszystkim spory zawód Arka Wróblewskiego spowodowany postawą czytelników. No nie wiem, może faktycznie puścili takie coś za wcześnie? Teraz to nieistotne. Bierz Extremista i daj znać czy Ci się spodobał.

Nie znam twórczości Ramosa i Canete'a, wstyd? Za to Bachalo oczywiście mistrz.

Co do dobrej roboty - dzięki, a jeśli chodzi o częstotliwość pisania, cały czas walczę z lenistwem hehe.

stig helmer pisze...

To jeden z pierwszych komiksów jakie przeczytałem w skanacjach(wiele lat temu). Czekam na wznowienie... ma byc chyba niedługo w tej nowej specjalnej vertigowej serii z klasykami czy coś.

A Batman Machin zmienił moje życie - podobnie jak łukaszowi... i dla mnie dalej jest no 1 w Netoperzych rankingach (wyżej niż Miller).

Michał Misztal pisze...

Ja już mam zeszyty, ale The Extremist jest tak dobry, że chętnie przytulę wznowienie w postaci TPB.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...