Pierwszy zeszyt z przygodami Szybkiego Lestera był do pewnego stopnia zaskoczeniem: czytelnicy oczekujący zwykłej powtórki „Pokoleń”, serii publikowanej lata temu na łamach magazynu „Produkt”, w czasie lektury komiksu Jałoszyńskiego i Lasoty niekoniecznie czuli się jak w domu. Zmienił się scenarzysta, przez co zmianie uległ także typ humoru (nieznacznie, ale jednak odczuwalnie). Grający wcześniej pierwsze skrzypce dresiarze tym razem zeszli na dalszy plan, a rysownik zupełnie zmienił swoją kreskę (jest kilka rzeczy przypominających jego stary styl, jak choćby twarze ubranych w dresy mięśniaków, ale mimo wszystko nowe ilustracje Lasoty są czymś zupełnie innym). Ostatecznie okazało się, że „Szybki Lester” wcale nie jest bezpośrednią kontynuacją "Pokoleń", czego mogli oczekiwać niektórzy odbiorcy. Minęło trochę czasu, kurz opadł, ukazał się też drugi zeszyt serii. Jak wygląda ciąg dalszy? [więcej na stronie Alei Komiksu]
środa, 11 września 2013
#326 - Szybki Lester #2 [Michał Jałoszyński i Michał Lasota]
niedziela, 23 czerwca 2013
#309 - Biceps #5
Dobrze jest patrzeć na niektóre magazyny komiksowe i widzieć, że rozwijają się zamiast upadać w czasach, kiedy tego typu wydawnictwa nie mają w Polsce łatwego życia. Z numeru na numer „Biceps” ma się coraz lepiej, w piątym zyskał między innymi kolorową okładkę i grzbiet. Z zewnątrz wygląda to bardzo dobrze i zdecydowanie zachęca do zapoznania się z zawartością, jak zwykle podzieloną na krótkie komiksy i publicystykę. Jak wyszło redakcji ATY i zaproszonym autorom tym razem? [więcej na stronie Alei Komiksu]
sobota, 11 maja 2013
#301 - Awantura 2.0
Reaktywacja magazynu komiksowego więcej niż dwie dekady po tym, jak przestał się ukazywać, może być rzeczą dość zaskakującą na naszym rynku, ale wydawnictwo ATY zdążyło już przyzwyczaić nas do tego, że ma ciekawe i oryginalne pomysły. Tak samo było choćby z ich szkicownikami, czymś niby oczywistym, jednak również raczej niespotykanym w Polsce. Kultowa dla niektórych czytelników „Awantura” powróciła w 2013 roku w wersji 2.0, ze znajomymi nazwiskami redaktorów naczelnych i z nową redakcją. Pojawili się w niej autorzy, jakich można było spotkać we wcześniejszej wersji, ale również tacy, którzy do tej pory z magazynem nie mieli nic wspólnego. I nie trzeba darzyć poprzednich czterech numerów sentymentem, żeby wyczuć, że to zacna inicjatywa. [więcej na stronie Alei Komiksu]

środa, 1 maja 2013
#297 - Szybki Lester #1 [Michał Jałoszyński i Michał Lasota]
Jeśli ktoś miał dłuższą styczność z magazynem „Produkt”, to nie wierzę, że nie pamięta serii „Pokolenia” tworzonej przez Michała Lasotę podpisującego się pseudonimem Bizon. Dla mnie osobiście była to jedna z najlepszych rzeczy publikowanych w periodyku, w którym zaistniały tak popularne dziś komiksy jak choćby „Osiedle Swoboda” czy „Wilq Superbohater”. „Pokolenia”, będące telenowelą poświęconą przygodom tak często gnębionych i ośmieszanych na łamach „Produktu” dresiarzy, dzięki wulgarnemu i prostackiemu, ale jednocześnie genialnemu poczuciu humoru autora, z miejsca zdobyły moje serce i zawsze wywoływały u mnie salwy śmiechu. Nie miałbym nic przeciwko temu, żeby dresiarska saga ciągnęła się latami, a Bizon cały czas tworzył nowe odcinki. Niestety, tak się nie stało, aż tu nagle przeczytałem, że Michał Lasota powraca, tym razem z komiksem o Szybkim Lesterze, jednym z bardziej wyróżniających się bohaterów „Pokoleń”. [więcej na stronie Alei Komiksu]

niedziela, 30 października 2011
#173 - La Masakra [Max Atlanta]
To nie tak, że umarłem, nie wróciłem z MFK lub wróciłem i przestałem pisać recenzje. Pisałem tyle, co zawsze, ale nie tutaj. Teksty będą ukazywać się w swoim czasie, na przykład na stronie Alei Komiksu. Pierwszy z nich, krótka recenzja La Masakry, został opublikowany w najnowszym, siódmym numerze Bez Kultury. Zin można pobrać stąd.
poniedziałek, 13 czerwca 2011
#156 - Szkicownik [Karol Kalinowski]
We wstępie do jednego z dwóch najnowszych publikacji chłopaków od Bicepsu KaeReL porównuje przeglądanie takich rzeczy jak Szkicownik do grzebania komuś w głowie i zaprasza czytelników do własnej. Dla mnie bomba, jeden z najciekawszych polskich autorów komiksów i jego znane prace w fazie projektów oraz rysunki zupełnie oderwane od czegokolwiek, co większość zainteresowanych jego twórczością miała okazję widzieć wcześniej. Wiadomo, że będzie to raczej coś, co nazywam sympatyczną pierdółką, niż monumentalne dzieło, ale jednocześnie kilkadziesiąt bardzo ciekawych stron. Szkicownik... pomysł jakby oczywisty, a jednak dopiero Mateusz Trąbiński, Łukasz Mazur i Jacek Jastrzębski wpadli na to, że można wypuścić podobną rzecz w naszym kraju.
Tak naprawdę nie ma się nad czym rozpisywać - pomiędzy okładkami przypominającymi szkolny zeszyt w kratkę każdy znajdzie to, czego mógł oczekiwać, pytanie tylko, czy warto po to sięgać. Pytanie trochę śmieszne, bo samo nazwisko autora stanowi wystarczające potwierdzenie (dobrze byłoby zobaczyć kolejne Szkicowniki z nazwiskami innych ciekawych polskich rysowników). Są tu rzeczy dobrze znane, takie jak Łauma, kaerelki, Yoel czy Rubino, są początki autora, są luźne szkice, niedokończone i niepublikowane prace (choćby Ostatnia Kronika), rysunki z komiksowych bitew i koncertowe plakaty, a na deser dokładna lista publikacji oraz dosyć obszerny wywiad z Karolem Kalinowskim, w którym wyjaśnia między innymi to, dlaczego Szkicownik nie mógł być grubszy niż te sześćdziesiąt stron. Niewielka objętość to chyba jego jedyna wada - przy niektórych tytułach aż chciałoby się zobaczyć więcej wprawek, "plam tuszu, syfu ołówka, gumowania, walki z kompozycją", tymczasem ledwo zacząłem i już koniec. Ale zabawa i tak jest przednia, warta swojej ceny i spędzonego na oglądaniu czasu. A wszystkim fanom rysownika zdradzi, czego mogą oczekiwać od niego w bliższej lub dalszej przyszłości. Ja też czekam.
piątek, 15 października 2010
#116 - Biceps #1
Najwidoczniej mam tak, że biorąc do ręki nowy magazyn (a czasem nową serię komiksową), nie potrafię jednoznacznie stwierdzić, czy uważam go za dobry, czy może kiepski. Jeden jedyny numer to za mało, wolę poczekać, oswoić się z tematem. Tak było z Kartonem, którego początek uznałem za "zmarnowanie potencjału", a teraz czytam nałogowo i jest w pytunię. Przypuszczam, że podobnie będzie z Bicepsem, najnowszym dzieckiem Jacka Jastrzębskiego, Łukasza Mazura i Mateusza Trąbińskiego.Biceps na pewno nie jest kiepski, wręcz przeciwnie. To w pełni przemyślana robota, z paroma ciekawymi pomysłami (które być może wcale nie są ciekawe dla kogoś, kto miał w łapach więcej zinów ode mnie - ja miałem bardzo niewiele) oraz dużą szansą na pójście w dobrym kierunku. Widać, że wydali go ludzie, którzy w środowisku komiksowym siedzą nie od dziś, wiedzą czego chcą i potrafią osiągnąć cel. Dlatego, mimo lekkiej rezerwy, jestem przekonany o świetlanej przyszłości magazynu, a moja powściągliwość i ostrożność wynikają jedynie z tego, co napisałem na początku pierwszego akapitu. Co więcej, uwielbiam takie inicjatywy i piszę to wszystko z perspektywy kibica, zaś omawianemu zinowi życzę jak najlepiej.
Co można znaleźć w Bicepsie? Zacznę od tego, co mi się nie podoba - na przykład od recenzji. Same w sobie nie są złe, ale jeżeli magazyn ma ukazywać się dwa razy w roku, nie widzę sensu publikowania trzech recenzji na numer. Sugerowałbym zrobienie tego tak, jak Ziniol (z początku nie popierałem tego rozwiązania, jednak z biegiem czasu okazało się słuszne), czyli niemal całkowite przeniesienie takich tekstów na stronę internetową, ale z drugiej strony jedna trzecia redakcji pisze już na Kolorowych Zeszytach, więc nie wiem, czy jest sens tworzyć kolejne miejsce z recenzjami. Tak czy inaczej, uważam, że w Bicepsie są niepotrzebne - wolałbym zobaczyć na tych dwóch stronach jakiś ciekawy artykuł albo dobry komiks.
W tym miejscu kończy się narzekanie na samą zawartość - reszta to mieszanka komiksów i publicystyki przyprawiona kilkoma oryginalnymi rozwiązaniami. Narzekać można tylko na poziom tej zawartości, ale czy faktycznie jest na co? Niewątpliwie to, co można znaleźć w pierwszym Bicepsie, trzyma dobry poziom. Komiksy i artykuły mogą robić wrażenie albo pozostawać obojętnymi dla czytelnika, jednak to tylko kwestia gustu i na pewno nie można zarzucić im, że są po prostu słabe, nie ma też ewidentnych wpadek i nieporozumień.
Na początku czytelnik widzi pomysłową i zachęcającą do sprawdzenia reszty okładkę narysowaną przez Łukasza Mazura. Najciekawszymi komiksami w magazynie są według mnie Mendy Pawła Kumpiniewskiego i Wojciecha Stefańca, Wilkołak Tony'ego Sandovala (kciuk w górę za znanego w Polsce z albumów, zagranicznego gościa w niskonakładowym i raczkującym zinie), W.M.P. Tomasza Grządzieli, Megalobibus Daniela Grzeszkiewicza (szczególnie dzięki rysunkom) oraz {bez tytułu} Przemysława Pawełka i Wojciecha Stefańca. Pierwsze trzy paski z serii Wielka wojna goblinów (autor: Jacek Kuziemski) były średnie, ale przy ostatnim wreszcie parsknąłem śmiechem.Żadna z historii opublikowanych w Bicepsie nie rzuciła mnie na kolana, ale nie oczekiwałem podobnego rezultatu; poza tym, rzadko zachwycam się do tego stopnia krótkimi opowieściami z magazynów. Pod względem poziomu komiksów zin daje radę, choć mam nadzieję, że to dopiero rozgrzewka i będzie coraz lepiej.
Publicystyka. Poza wspomnianymi wcześniej recenzjami, znajdziemy tu działy Z zakurzonej półki oraz, pod wieloma względami bardzo podobny (i trochę za bardzo śmierdzący Produktem), Komiksy mało znane i nieznane - czyli kącik białego kruka. Dobrze jest, ale za ciekawsze teksty uważam Nikt Was nie kocha! Tomasza Pstrągowskiego i Naprawdę Epickie Komiksy Przemysława Pawełka. Publicystyka zajmuje o wiele mniej miejsca niż opowieści obrazkowe, ale wydaje się potencjalnie mocniejszym punktem bicepsowego programu.
Teraz czas na oryginalne pomysły autorów zina. Za najlepszy uważam Na chłopski rozum/Babskie gadanie, cytując redakcję: "Zadanie jest proste: kobieta i mężczyzna piszą scenariusze (nie wiedząc, kto znajduje się po "drugiej stronie"), przekazują je sobie (za naszym pośrednictwem) i rysują planszę komiksową "partnera". Tematy narzuca Biceps. Co z tego wychodzi?". Wychodzi całkiem niezła zabawa i czekam na kolejne odcinki. W pierwszym wystąpili Katarzyna Witerscheim i Robert Sienicki, zresztą z dobrym rezultatem (chciałem zostawić sobie ten dział na koniec recenzji, więc wspominam o ich jednoplanszówkach dopiero teraz).
Jest jeszcze dział Gotuj z Bicepsem!, w którym Andrzej Janicki przedstawia przepis na zupę piwną i rzuca dwoma ilustracjami, a na przedostatniej stronie można rozwiązać krzyżówkę i otrzymać całkiem niezłą nagrodę - drugie wydanie zbiorczego Osiedla Swoboda. Oczywiście zadanie wymaga pewnej wiedzy związanej z komiksami. Dobry pomysł? Dobry.
Podsumowując: debiut magazynu uważam za udany, aczkolwiek wolę dostać więcej i dopiero wtedy stwierdzić, czy Biceps to solidna robota, czy jednorazowy celny strzał. Na razie przypuszczam, że w grę wchodzi optymistyczny wariant. Nie ma rewelacji ani hymnów pochwalnych, za to jest nadzieja, że pojawią się przy okazji recenzowania drugiego lub trzeciego numeru. Póki co polecam pierwszy i czekam na kolejne (następny ma ujrzeć światło dzienne w kwietniu na Festiwalu Komiksowa Warszawa).


