środa, 13 października 2010

#115 - Sweet Tooth: Out of the Deep Woods [Jeff Lemire]

Rok temu pisałem o pierwszym i drugim zeszycie serii Sweet Tooth, a niedawno wreszcie (jak zwykle ze sporym opóźnieniem) sięgnąłem po Out of the Deep Woods, TPB zbierający epizody #1-5. Zaciekawionych ogólnymi założeniami fabuły oraz moimi opiniami z września i października 2009 odsyłam do podlinkowanych wyżej recenzji, a teraz... czy zmieniłem swoje pozytywne nastawienie po przeczytaniu tomu prezentującego początek przygód Gusa i Clinta Eastwooda?

I tak, i nie. Mam bardzo mieszane uczucia po przeczytaniu całości. Z jednej strony liczyłem na to, że zobaczę bardziej oryginalny pomysł na postapokaliptyczny świat po tym, jak główny bohater opuści swoje dotychczasowe miejsce zamieszkania, jednak dostałem klasykę: opuszczone miasta, wszechobecną śmierć, nielicznych ludzi, którzy przeżyli piekło i próbują radzić sobie na wszelkie (niekoniecznie właściwe) sposoby. Po lekturze Out of the Deep Woods poznajemy niewiele faktów, ale wystarczająco dużo, by podejrzewać, że Lemire nie przyszykował czegoś niekonwencjonalnego, co zmusi czytelnika do zbierania szczęki z ziemi. Póki co zanosi się na standard, nie licząc groteskowych dzieci, hybryd ludzi i zwierząt. Finałowa scena jest dokładnie taka, jak przewidziałem, cały TPB można połknąć w godzinę (na końcu czując bardziej niedosyt niż zadowolenie), a ilustracje, choć wcześniej przypadły mi do gustu, w dalszych zeszytach czasem sprawiają wrażenie, że autor szkicował je na szybko, jakby zaczął późnym wieczorem i musiał wyrobić się przed świtem. Miałem nadzieję na interesującą relację pomiędzy nieco ciotowatym Gusem a prawdziwym twardzielem, jakim jest Jepperd, tymczasem także i ten pomysł nie został wykorzystany do końca, za to sceny z postapokaliptycznym odpowiednikiem Clinta Eastwooda rozwalającym w pojedynkę oddział uzbrojonych przeciwników mogą wywołać jedynie uśmiech politowania.

Z drugiej strony, bardzo chętnie sprawdzę In Captivity, drugi TPB zapowiadany na grudzień 2010. Dlaczego? Ponieważ mimo wymienionych wyżej wad, Sweet Tooth i tak zdołał kupić mnie atmosferą opowieści. Pomyślcie sami: przygody wpieprzającego czekoladowe batoniki chłopca z rogami jelenia. Koncepcja tak głupia i chora, że aż interesująca, a logo Vertigo stanowi jeszcze większą zachętę, by brnąć w to dalej. Mogę narzekać na niektóre ilustracje oraz czasem niedobrany do poważnej treści karykaturalny styl (na przykład scena, gdy jedna z napotkanych przez Gusa i Jepperda postaci dostaje w ryj strzelbą), ale moje zrzędzenie nie zmieni faktu, że Lemire to naprawdę świetny rysownik (w dodatku współpracujący z dobrym kolorystą), a brak możliwości pomylenia go z kimkolwiek innym jest dużo ważniejszy niż kilka gorszych obrazków. A co do niedosytu, być może wywołanie go było celowym zabiegiem, zmuszającym czytelnika, by zechciał sięgnąć po więcej. Być może najlepsze dopiero przed nami, a twórca Opowieści z Hrabstwa Essex, tak jak wielu innych scenarzystów, potrzebuje czasu, by odpowiednio się rozgrzać i porządnie przywalić. Być może wymyślony przez niego świat kryje niejedną niespodziankę i jeszcze wszyscy będziemy zbierać swoje szczęki z ziemi. Mam nadzieję, że tak się stanie. Czekam na In Captivity.

2 komentarze:

lagu i lagu pisze...

Dla samej okładki warto mieć, jest cudowna.

Michał Misztal pisze...

A skombinowałaś już sobie The Filth?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...