Pokazywanie postów oznaczonych etykietą r.m. guéra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą r.m. guéra. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 listopada 2012

#272 - Scalped: Trail's End [Jason Aaron & R.M. Guéra]

Jeśli chodzi o komiksy, ostatnie dwa lata były chyba najlepszymi w moim życiu, głównie dzięki wielokrotnie wychwalanej przeze mnie serii Scalped. Serii, która była i wciąż jest niczym objawienie, pokazujące niemal każdym epizodem, jak niemożliwe staje się możliwe. Wreszcie przeczytałem Trail's End, ostatni tom, więc teraz przyjdzie mi chwalić Scalped po raz ostatni. Z jednej strony czuję ulgę, bo ileż razy można pisać to samo, a z drugiej, wiecie, jak to jest, cykl Aarona i Guéry wiele razy dosłownie wypruwał mi flaki, odbierając możliwość porównania ich komiksu do czegokolwiek innego, tyle razy niecierpliwie czekałem na każdą kolejną część, później czytając tę serię ze szczęką leżącą gdzieś na podłodze i to były dobre uczucia. Niecierpliwość, oczekiwanie, brak wiary w to, że Scalped ciągle trzyma tak samo wysoki poziom. Czasem paradoksalnie dobre, bo w tych sześćdziesięciu zeszytach autorzy zawarli taką ilość nieprzyjemnych i dołujących wątków, że lektura bywała wręcz masochistycznym doświadczeniem. A teraz to już koniec, piękny finał godny tak niesamowitego tytułu, ale wiem, że po przeczytaniu całości czegoś zabraknie na zawsze. Chyba, że pisząc kolejne scenariusze Aaron przebije samego siebie, czego z całego serca mu życzę.

Trail's End przenosi nas w czasie o kilka miesięcy po finale Knuckle Up, czyli (jak zwykle ostrzegam tych, którzy jeszcze nie czytali wcześniejszych części, w tym wypadku dziewiątego tomu, że kolejne zdania w tym akapicie mogą zepsuć im kilka niespodzianek, więc radzę go pominąć i przejść do następnego): Red Crow siedzi w więzieniu i czeka na wyrok, całkowicie świadomy, że niemal na pewno spędzi tam resztę swojego życia, zaś rezerwat Prairie Rose powoli odbija się od dna. Dash opuszcza FBI i po nieskutecznych poszukiwaniach mordercy swojej matki staje się grzecznym, chodzącym do kościoła chłopcem. Sielanka. Czyżby? Okazuje się jednak, że nie bardzo. Ostatnie strony Knuckle Up (oraz pierwsze strony dziesiątego tomu) sugerują, że wszystko jest już jasne, a Trail's End będzie tylko spokojnym pozamykaniem niektórych wątków, ale tak naprawdę nic się jeszcze nie skończyło. Zapomnijcie o hamulcach na finiszu i sentymentalnym pożegnaniu ciągnącym się przez pięć zeszytów. Przyszłość Dasha nadal nie jest pewna, adwokat Red Crowa chce wygrać proces poprzez wyjawienie kilku czarnych wydarzeń z jego awanturniczego życia, tym samym pozbawiając byłego agenta FBI wiarygodności. Uzależnienie od heroiny, zamordowanie Diesela... trochę się tego uzbierało. Poza tym osoba, która zamordowała jego matkę, wciąż jest wolna i nie ma zamiaru poprzestać na jednym zabójstwie.

Dzieje się. Działo się właściwie przez całą serię, a niemal każdy z pomysłów scenarzysty wbijał mnie w fotel. Moim ulubionym tomem pozostał trzeci, Dead Mothers, ale cała seria jest zaskakująco równa, zaś Aaron pisze w taki sposób, że wydarzenia, które w innych komiksach byłyby tylko następną tragedią, śmiercią kolejnej postaci przyjmowaną przez czytelników najwyżej ziewnięciem, tutaj trzymają w napięciu i poruszają. Pewnie już o tym pisałem (pewnie więcej niż raz), ale wygląda to tak, jakby scenarzysta wiedział dokładnie, co zrobić i w jakiej chwili, umiał nacisnąć tak, żeby zabolało, żeby wzruszyć, przestraszyć czy rozbawić (choć akurat zabawnych elementów nie było w tej serii zbyt wiele, a jeśli już, to miały czarny kolor), a następnie wyważył całość tak, żeby każdy element idealnie ze sobą współgrał. I, chociaż chwalenie Scalped w dziewięciu poprzednich recenzjach oraz w tej, ostatniej, polegało głównie na powtarzaniu tych samych superlatyw, tak naprawdę mógłbym i chciałbym chwalić ten komiks bez końca. I będę polecał go każdemu, kto spyta, co dobrego czytałem, nieważne, czy będzie to teraz, tuż po finale całej historii, czy za kilka lat. Nie sądzę, żeby Scalped i niesamowite wrażenie, jakie pozostawiła opowieść Aarona i Guéry, kiedykolwiek się zestarzały.

Dziewięć najczęściej powalających tomów pozwoliło przypuszczać, że zakończenie będzie nie wiadomo jak niesamowite i genialne, więc czy finał na pewno spełnia oczekiwania? Moje w stu procentach, ale raczej nie należę do ludzi płaczących, że "to nie tak miało być", "chciałem, żeby wszystko skończyło się inaczej", "ten, który zginął, miał przeżyć, a tamtego, który przeżył, miała przecież spotkać zasłużona kara" i tak dalej. Nigdy nie narzekałem na zakończenie, na przykład, Kaznodziei, choć w tej kwestii słyszałem wiele głosów rozczarowania. Mógłbym napisać, że pojawiające się w tych wszystkich komiksach osoby to przecież wyłącznie bohaterowie z papieru i jakie ma znaczenie, co się z nimi stanie, ale akurat postacie ze Scalped są tak dalekie od papierowych i pozbawionych głębi, jak to tylko możliwe. Chodzi mi bardziej o to, że pomimo wyobrażeń, jakie oczywiście miałem na temat ostatnich stron serii, los Dasha i reszty leżał w rękach Aarona. Zrobił z nimi, co chciał, czasami wbrew mojej wizji, ale jak zwykle stanął na wysokości zadania. I jeśli jego bohaterowie są ludzcy, tak jak w przypadku prawdziwych ludzi nie zawsze spotyka ich to, czego się spodziewamy lub czego byśmy sobie życzyli. Ale nie chcę, żeby ten ostatni akapit brzmiał jak ukryte rozczarowanie, bo wcale tak nie jest. Po raz, niestety, ostatni, tym razem już naprawdę: Scalped jest komiksem genialnym i ocierającym się o doskonałość. Wbijałem Wam to do głowy w tych dziesięciu recenzjach nie bez przyczyny. Jeśli jeszcze nie czytaliście tego komiksu, zróbcie to. Zróbcie to jak najszybciej. Nie przychodzi mi do głowy ani jeden powód odkładania tego na później.

niedziela, 16 września 2012

#258 - Scalped: Knuckle Up [Jason Aaron & R.M. Guéra]

Scalped powoli się kończy. Jeszcze pięć zeszytów, ostatni, dziesiąty tom zapowiedziany jest na październik. Czekam z niecierpliwością, chociaż boję się tego finału. Nie dlatego, że biorę pod uwagę możliwość rozczarowania się Trail's End, Aaron pozbawił mnie wątpliwości, że może nie dać rady, chodzi po prostu o to, że zakończenie jego serii może mnie poruszyć i zdołować dwa razy bardziej, niż oczekuję. Bo Scalped jest bardzo poruszającą lekturą, wgryzającą się we flaki, czasem sprawiającą ból i pozostającą w pamięci na bardzo długo. Ciekawe, czy na finiszu scenarzysta przejdzie samego siebie. Przedostatnia część, Knuckle Up, znowu potwierdza jego geniusz.

Zamieszczone na okładkach cytaty chwalące dany komiks często są wyssanymi z palca bzdurami, ale w przypadku Scalped nic nie jest przesadzone. Ta seria naprawdę oferuje więcej dobrego w jednym zeszycie niż wiele innych opowieści obrazkowych w ciągu całego roku. Nie wiem, jak Aaron to robi, teoretycznie wiele rzeczy w tej serii to pomysły typowe również dla innych, podobnych opowieści, ale tutaj autentycznie interesują mnie losy bohaterów, a czytając Knuckle Up znowu nie umiałem odłożyć Scalped z powrotem na półkę, nawet kiedy miałem do załatwienia coś teoretycznie ważniejszego. Musiałem sprawdzić, co jest na kolejnej stronie, potem na kolejnej i tak aż do finałowego kadru, wywracającego wszystko do góry nogami. Na ten moment czekałem od Indian Country, pierwszego tomu, właściwie od pierwszego zeszytu, w którym czytelnik dowiadywał się, że główny bohater jest agentem FBI.

W każdym serialu o z góry zaplanowanej liczbie odcinków nadchodzi w końcu pora na zamykanie poszczególnych wątków. Knuckle Up to właśnie ten tom. Oczywiście Aaaron z niczym się nie spieszy, w końcu to jeszcze nie ostatnia część, ale powoli zabiera się do podsumowania całości. I chociaż jak na razie nie zdradza wszystkiego i nie cechuje go pośpiech, akcja po raz kolejny biegnie do przodu jak szalona, nie pozwalając czytelnikowi nawet na chwilę oddechu. Po wydarzeniach z You Gotta Sin To Get Saved odmieniony Red Crow postanawia pozbyć się pewnych rzeczy ze swojego rezerwatu. Między innymi narkotyków, co nie podoba się kilku wytwarzającym i sprzedającym je osobom, wcześniej wspieranym przez Red Crowa, nagle opuszczonych i ściganych przez jego ludzi. Niektórzy z nich nie mają zamiaru poddać się bez walki. Tymczasem Bad Horse, ciężko ranny i pozbawiony głosu w wyniku postrzału, próbuje odnaleźć Catchera, mordercę swojej matki, przy okazji mając na głowie sporo innych kłopotów, między innymi z Shunką, ochroniarzem Red Crowa. Prędzej czy później musiało dojść do ich starcia, tak samo jak do wtargnięcia FBI na teren kasyna. Reszta w Trail's End, już w... dopiero w październiku.

Nie mogę się doczekać końca, chociaż wolałbym, żeby ta seria nie kończyła się nigdy.

piątek, 3 lutego 2012

#203 - Scalped: You Gotta Sin To Get Saved [Jason Aaron, R.M. Guéra, Davide Furno & Jason LaTour]

Jeszcze dwa tomy i wielki (mam nadzieję) finał, a jak na razie jestem po lekturze ósmego, You Gotta Sin To Get Saved. Dzieje się, jak zwykle. Losy kilku postaci nabierają całkiem nowego znaczenia, pozycja Red Crowa w rezerwacie Prairie Rose jest zagrożona, w dodatku nie przez kogoś, kogo można pokonać siłą, a przez osobę, którą Red Crow darzy ogromnym szacunkiem. Agent Nitz traci wszystko, ale nie wiadomo, czy w końcu nie powróci z jeszcze większą siłą, by dopaść właściciela kasyna. Do tego wszystkiego Catcher, morderca Giny Bad Horse i jego tajemnica, Falls Down porwany, a także ojciec Dasha, o którym wiadomo, że także odegra w tym wszystkim bardzo ważną rolę. Jeśli ktoś czytał poprzednie tomy Scalped, wie, że Aaron potrafi połączyć to wszystko w idealną albo niemal idealną całość. Mogę tylko napisać po raz kolejny (już nie wiem, który), że uwielbiam ten komiks. Na razie w ogóle nie czuje się, że to prawie koniec (chociaż kilka rzeczy wyraźnie to sugeruje), tak naprawdę nie mam pojęcia, jak będą wyglądały ostatnie odcinki tej serii. Scenariusz może podążyć dosłownie w każdym kierunku, zresztą przedtem kilka razy też było tak, że jedno wydarzenie zupełnie zmieniało całą historię.

Mimo całego uwielbienia You Gotta Sin To Get Saved jakoś nie przekonało mnie do końca. Może po genialnych poprzednich tomach (a genialne były moim zdaniem wszystkie oprócz High Lonesome, który był "tylko" bardzo dobry) spodziewałem się jeszcze więcej, a tymczasem w ósmym wydaniu zbiorczym trochę brakuje mi pierdolnięcia. Większość epizodów to rzeczy przegadane (nie żeby dialogom czegoś brakowało), nie podoba mi się wątek niespełnionej miłości, jaką Dino darzy Carol, porwany Falls Down i to, czego doświadcza w jaskini również nie przypadło mi do gustu. Ogólnie czegoś tu nie ma, choć nie jestem w stanie do końca sprecyzować, czego. Za to końcówka jak zwykle pozwala przypuszczać, że Scalped wciąż będzie świetną serią. Nawet pomimo nielicznych gorszych momentów.

wtorek, 24 stycznia 2012

#197 - Scalped: Rez Blues [Jason Aaron, R.M. Guéra, Davide Furno & Danijel Zezelj]

Rez Blues to siódmy tom serii Scalped. Jeszcze trzy i koniec, a Jason Aaron ciągle zadaje nowe pytania, cały czas wprowadza nowych bohaterów i zaskakuje. Czyta się to świetnie. Ten zbiór to jeszcze jedna kombinacja wydarzeń teraźniejszych, epizodów o przeszłości poszczególnych postaci oraz historii dziejących się w tym samym czasie, co główny wątek, ale poświęconych osobom drugoplanowym, uzupełniających informacje o nich. The Gnawing, poprzedni tom, pochwaliłem za między innymi brak retrospekcji, ale formuła Rez Blues także sprawia, że Scalped nadal mogę tylko chwalić, zresztą nie po raz pierwszy i podejrzewam, że nie ostatni.

Pomijając powtarzającą się wadę w postaci gorszych (czasami o wiele gorszych) niż R.M. Guéra ilustratorów, siódmy tom tej serii znowu spełnia moje oczekiwania. Jeżeli chodzi o historie poboczne, na początek dostajemy krótką opowieść o dwojgu Indian walczących z głodem. Nie ma to nic wspólnego z głównym wątkiem, ale czyta się dobrze (niestety nie mogę napisać tej samej rzeczy o patrzeniu na rysunki), a zaraz potem okazuje się, że Shunka, jeden z najbardziej zaufanych ludzi Red Crowa, ma pewną zaskakującą chyba dla każdego czytelnika tajemnicę. Jeszcze później dowiadujemy się o kolejnej osobie z rezerwatu Prairie Rose współpracującej z FBI. Właśnie tutaj zaczyna się główny wątek.

Uzbierało się trochę problemów i rzeczy, z jakich tak dobry scenarzysta jak Aaron może zrobić ogromne zamieszanie. Carol, cały czas uzależniona od heroiny, jest w ciąży z Dashem, Dash też nie może powiedzieć, że nie ma już problemu z narkotykami, a w dodatku nieoczekiwanie spotyka się ze swoim znienawidzonym ojcem, który po latach wraca do rezerwatu i chce odnaleźć morderców Giny. Ale ojciec Dasha też nie ma do końca czystego sumienia, zresztą czy ma je którykolwiek z bohaterów Scalped?

Rez Blues to następne świetne wydanie zbiorcze mojej ulubionej serii. Po raz kolejny polecam. Poza paroma rysownikami wyciąłbym z tego wszystkiego także scenę, w której Carol i Dash stoją naprzeciwko siebie i prowadzą dialog, ale ich prawdziwe, niewypowiedziane myśli pojawiają się w ramkach. Jakoś mi to nie pasuje, kojarzy się z tanim romansem, a to nie pierwsze wykorzystanie takiego pomysłu przez Aarona. Nieważne, Scalped i tak jest mistrzostwem świata i na pewno pożałuję chwili, w której seria dobiegnie końca.

wtorek, 10 stycznia 2012

#191 - Scalped: The Gnawing [Jason Aaron & R.M. Guéra]

Jeżeli po High Lonesome ktokolwiek zwątpił w tę serię, The Gnawing udowadnia mu, że był w błędzie. W ogromnym błędzie. Po lekkim, naprawdę mało znaczącym obniżeniu lotów, szósty tom Scalped jest powrotem do najwyższej formy. Tym razem nie ma przerywników, retrospekcji, odsuwania czytelnika od głównego wątku. Jest jedynie tu i teraz, Dash, cała reszta genialnych postaci stworzonych przez Aarona i banda skośnookich adwersarzy pragnących dopaść Red Crowa za jego nieposłuszeństwo. Nie ma też innych rysowników niż R.M. Guéra, po Indian Country i Casino Boogie wreszcie udało mu się narysować cały tom bez wsparcia gości, którzy w porównaniu do niego są popierdółkami. The Gnawing to ponownie krótki Trade (pięć zeszytów), ale stanowiący prawdziwą bombę.

Scenariusze Aarona potrafią sprawić, że czytelnikowi naprawdę zależy na losie występujących w komiksie postaci. Nie chodzi mi o to, że zależy mu na ich szczęściu, raczej nie potrafi oderwać oczu od opowieści ani przestać interesować się ich losem. I nieważne, czy chodzi o jednego z głównych bohaterów, czy o jakiegoś ćpuna, który przed chwilą pojawił się w historii po raz pierwszy i pewnie zginie kilka stron dalej. Autor konstruuje całość tak, że śledzę wszystkie wydarzenia z zapartym tchem. W The Gnawing ma to miejsce już od pierwszych stron. Pamiętacie Mr. Brassa, zabójcę, który narobił sporo kłopotów na terenie rezerwatu w The Gravel In Your Guts? Red Crow ma już tego dość, problemem jest jedynie to, że Brass ma za plecami bardzo silnych sprzymierzeńców. Jeśli ktoś postanowi się im sprzeciwić, niech liczy się z tym, że wywoła lawinę konsekwencji.

Red Crow postanawia się sprzeciwić i wywołuję tę lawinę. The Gnawing to kolejny tom Scalped zasługujący na ocenę 10/10, zaś lawina niszczy wszystko na swojej drodze od samego początku aż do finału. A kolejny tom, Rez Blues, to kontynuacja na równie świetnym poziomie.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

#183 - Scalped: High Lonesome [Jason Aaron, R.M. Guéra, Davide Furno & Francesco Francavilla]

High Lonesome, piąty tom serii Scalped, którą zachwycam się już od dłuższego czasu, to pierwsze wydanie zbiorcze, o jakim jestem w stanie napisać, że nie dorównuje poprzedniemu. Wyszło trochę gorzej, co może rozczarowywać, ale z drugiej strony, przecież wcześniejsze tomy ustawiły poprzeczkę tak wysoko, że zamiast rewelacyjnego Trade'a musiał w końcu nadejść Trade jedynie bardzo dobry. Różnica jest moim zdaniem odczuwalna, jednak w życiu nie stwierdziłbym, że High Lonesome rozczarowuje.

Co wyszło gorzej? Po pierwsze, jest za krótko jak na serię, na którą czekam niemal z wypiekami na twarzy. Tylko pięć zeszytów, z czego dwa (rysowane przez innych - gorszych - niż R. M. Guéra ilustratorów) to epizody przedstawiające poprzednie losy bohaterów. Tym razem są to Diesel i Nitz. Jason Aaron jak zwykle napisał bardzo dobre historie, tyle że czytelnik dostaje zaledwie trzy odcinki posuwające akcję do przodu, a to trochę mało. Chciałbym więcej i tylko z jednym rysownikiem, wiadomo z jakim.

Poza tym, że niewiele jest w High Lonesome głównego wątku, niewiele jest w piątym tomie także głównego bohatera, Dasha. Oczywiście scenariusz usprawiedliwia tę nieobecność, ale mimo to szkoda. Recenzując The Gravel In Your Guts wspominałem o jego problemach, teraz dodam tylko, że przymiotnik high w tytule powinien wszytko wyjaśnić. Bardzo dobrze przedstawiony jest upadek Dasha, który nie radzi sobie z pracą agenta FBI polegającą na przebywaniu w bliskim otoczeniu Red Crowa po to, by wreszcie udało się go aresztować.

Jeśli chodzi o kontynuację głównego wątku, szczęka opada jak zwykle. Otóż do rezerwatu przybywa pewien oszust, mający zamiar wynieść trochę nieuczciwie zarobionych pieniędzy z otwartego niedawno kasyna. Na miejscu spotyka Dasha, który wygląda jak wrak człowieka i nie za bardzo dociera do niego, co dzieje się wokół. Za to nasz oszust wie aż za dużo. Wie na przykład, że Dash pracuje dla FBI. Pamięta go bardzo dobrze, bo kilka lat wcześniej główny bohater Scalped posłał go do więzienia. Teraz człowiek Red Crowa będzie musiał pomóc oszustowi w obrobieniu kasyna, inaczej wszyscy dowiedzą się, kim jest naprawdę. To na początek, potem Aaron daje czytelnikowi to, co zawsze. A jeśli ktoś poczuł się rozczarowany High Lonesome, może się nie martwić, kolejny tom, The Gnawing, to powrót do komiksu rewelacyjnego, chociaż na ten bardzo dobry też nie ma co narzekać.

piątek, 2 września 2011

#167 - Scalped: The Gravel In Your Guts [Jason Aaron, R.M. Guéra & Davide Furno]

Czwarty tom Scalped w dalszym ciągu pokazuje, że komiks Aarona może stawać w szranki z większością serii, jakie miałem okazję czytać. Może nie ma tu już takiego przeskoku jak ostatnio, The Gravel In Your Guts nie jest o niebo lepszy od Dead Mothers, tak jak TPB Death Mothers był o niebo lepszy od Casino Boogie, ale czy to wada? W żadnym wypadku. Ta część jest po prostu równie świetna.

Tym razem jest nieco krócej, mamy też mniej mojej ulubionej postaci z tego komiksu, czyli Bad Horse'a. Dash zostaje odsunięty na dalszy plan, ale nie bez powodu i w taki sposób, że czytelnik nie może się doczekać dalszego ciągu. Ja już wiem, co będzie dalej, ale jeszcze przed lekturą piątego tomu, High Lonesone, umierałem z ciekawości. To, co Jason Aaron potrafi zrobić z narracją, jest niesamowite od pierwszego zeszytu serii. Wszystko jest umiejętnie dawkowane, od bieżących wątków, po retrospekcje, dzięki którym poznajemy lepiej poszczególnych bohaterów. Kiedy w Scalped coś się dzieje (a dzieje się praktycznie bez przerwy), przewracam strony z zainteresowaniem, jakiego nie był w stanie dać mi chyba żaden film, nie jestem też w stanie przypomnieć sobie nawet kilku książek czy komiksów, które działałyby na mnie choćby w zbliżony sposób. Jasne, czytałem wiele opowieści obrazkowych powszechnie uznawanych za wielkie arcydzieła, parę z nich recenzowałem na tym blogu i choć pod wieloma względami są lepsze i ważniejsze, jedynie cykl Aarona daje mi coś takiego, stanowi prawdziwe komiksowe mięcho. To jedna z najbardziej niesamowitych rzeczy, z jakimi miałem do czynienia, od której nie mogę oderwać oczu.

Czyli... Bad Horse nagle staje się mniej ważną postacią, zdradzę jedynie, że trochę zjada go to, co dzieje się w rezerwacie. Za to Red Crow ma na głowie kilka ważnych spraw. Musi zająć się duszą zmarłej matki Bad Horse'a, tyle że aby zrobić to jak należy, powinien być dobrym człowiekiem. Przez najbliższy rok. A tymczasem Mr. Brass i jego ludzie sprawiają mu coraz więcej kłopotów, z którymi będzie musiał poradzić sobie jak najszybciej.

W The Gravel In Your Guts rysują R.M. Guera i Davide Furno. Nadal podtrzymuję opinię, że wolałbym oglądać prace tylko tego pierwszego ilustratora, jednak... to nie aż tak istotne. I nadal podtrzymuję opinię, że to jedyna, w dodatku niewielka, wada tej serii. Reszta to mistrzostwo świata.

niedziela, 7 sierpnia 2011

#163 - Scalped: Dead Mothers [Jason Aaron, R.M. Guéra, John Paul Leon & Davide Furno]

Nie było mnie w rezerwacie Prairie Rose od mniej więcej czterech miesięcy. Tęskniłem. I miałem za czym tęsknić. Wyobraźcie sobie, że po dwóch Trade'ach jakiejś serii, drugim jeszcze lepszym od rewelacyjnego pierwszego, nastawiacie się na coś, co będzie równie świetne, a tu niespodzianka, bo Dead Mothers, trzeci tom Scalped, zjada drugi tak samo jak drugi zjadał pierwszy. Niewiarygodne, ale prawdziwe. I jeszcze to zajebiste uczucie towarzyszące lekturze: "Nie wierzę, przecież to nie może być aż tak dobre". A jednak jest.

Nie wiem, co napiszę po przeczytaniu The Gravel In Your Guts, czwartego tomu serii. Jeśli tendencja zwyżkowa zostanie zachowana, chyba nie wyrobię się z wymyślaniem kolejnych pochwał, ale na razie notujcie: gdyby ktoś wydał Scalped w Polsce, byłaby to najlepsza seria na naszym rynku. Ewentualnie jedna z najlepszych. Nie wyobrażam jej sobie poza podium. Mogę napisać dużo dobrego na temat Fables, Żywych trupów, Hellblazera, od niedawna wychodzi u nas świetny cykl Pluto, wiem, że mamy legendarne Fistaszki oraz całkiem sporo innych, dobrych tytułów, ale to coś, co zjada mnie od środka w czasie przewracania kolejnych kartek i za nic nie pozwala na oderwanie się od opowieści, nawet kosztem snu czy obowiązków, ma jedynie Scalped. Kupcie mi psa i wszystkie pozostałe tomy (no dobrze, wszystkie pozostałe tomy serii zamówiłem parę dni temu), a pogrążony w lekturze zapomnę o psie i pozwolę mu zdechnąć z głodu. I to nie dlatego, że nie znoszę psów.

Jedna, jedyna wada Dead Mothers to fakt, że R.M. Guéra nie rysuje wszystkich siedmiu zeszytów (#12-18), które weszły do tego tomu. Niestety, John Paul Leon i Davide Furno są odczuwalnie, irytująco gorsi. Główny ilustrator oczywiście kopie dupę tak samo jak przedtem. Dobrze, że zajął się aż pięcioma epizodami tytułowej historii.

Jak wskazuje sam tytuł, motywem przewodnim opowieści są martwe matki, a konkretnie dwie martwe matki: głównego bohatera, Dashiella Bad Horse'a oraz paru mniej znaczących dzieciaków, których los leży jednak na sercu naszemu złemu policjantowi. Fajnie, że Aaron wreszcie pokazuje bardziej ludzką stronę tej postaci, bo jak dotąd wydawało się, że Bad Horse w ogóle jej nie ma. Taki zabieg uczynił ją jeszcze bardziej wiarygodną. A jeśli chodzi o poziom scenariusza, mamy to, co zwykle, ale jeszcze lepiej. Wspominałem o tym wcześniej. Bad Horse próbuje odnaleźć mordercę matki dzieciaków (jego własna średnio go interesuje), a kiedy dowiaduje się, kto nim jest, wszystko robi się jeszcze bardziej pokręcone. Niemal wszystko kręci się wokół tego wątku i w przeciwieństwie do Casino Boogie, w Dead Mothers akcja idzie wyraźnie do przodu, tak, że nie mam pojęcia, jak dam radę czekać na kolejny tom. Nie da się. Chcę go tu i teraz, razem z całą resztą tej genialnej serii. Jeśli tylko znacie angielski, nie zastanawiajcie się, kupcie Indian Country, a przypuszczam, że zrozumiecie mój entuzjazm.

poniedziałek, 28 marca 2011

#142 - Scalped: Casino Boogie [Jason Aaron & R.M. Guéra]

Mam wrażenie, że recenzowanie kolejnych TPB tej serii trochę mija się z celem, z jednego prostego powodu: wszystkie pochwały, jakie mogliście przeczytać w tekście o pierwszym tomie są nadal aktualne, mógłbym po prostu je przepisać, dołożyć kilka nowych i tyle. Po lekturze Indian Country spodziewałem się, że będzie świetnie, ale to, co Jason Aaron i R.M. Guéra zrobili na stronach Casino Boogie i tak przerosło moje oczekiwania. Scalped to coś więcej, niż tylko bardzo dobra rozrywkowa seria, czytając komiks czuje się geniusz autorów i wdzięczność, że łaskawie zechcieli podzielić się swoim talentem z szerszym gronem czytelników. Ich opowieść kopie w głowę i nie pozwala odwrócić od niej wzroku. W tym przypominającym hymn pochwalny akapicie nie ma żadnej przesady, seria zyskała moje stuprocentowe poparcie już wcześniej, a Casino Boogie utwierdziło mnie w przekonaniu, że warto zainwestować w następne odcinki, warto zrezygnować z innych przyjemności, by zaoszczędzić pieniądze na pozostałe Trade'y.

Drugi tom to krótkie opowieści skupione wokół tematu otwarcia kasyna w rezerwacie Prairie Rose i tego, jak wydarzenie to wpływa na poszczególnych bohaterów serii. Jest kilka nowych twarzy, ale pierwsze skrzypce nadal grają Bad Horse i Red Crow. Jason Aaron często wraca do przeszłości swoich postaci, przez co momentami można mieć wrażenie, że akcja stoi w miejscu, ale to nieprawda. I choć ostatnie strony Casino Boogie bardzo przypominają finał Indian Country, nie ma mowy o żadnym zastoju ani tym bardziej o nudzie. Jest za to kilka nowych tajemnic, parę odkrytych kart i splatające się ze sobą losy bohaterów, czyli dokładnie to, na co czekałem, tyle że jeszcze lepiej. Doskonałe, żywe dialogi, wielowymiarowe postacie, świetna narracja i sporo akcji, wszystko wymieszane razem, dodatkowo zawierające to "coś" (jakby mało było wymienionych wcześniej zalet) i świetnie narysowane.

Teraz pewnie należałoby wymienić kilka wad, ponarzekać, że jednak nie jest tak świetnie... ale jest. Na razie - a mam nadzieję, że autorzy nie pozwolą, by moja euforia kiedykolwiek znikła - seria jest doskonała i w czasie lektury naprawdę trudno było mi uwierzyć, że czytam coś aż tak dobrego. Pewnie, mam na półkach wiele lepszych komiksów i prawdopodobnie znalazłoby się wśród nich kilka lepszych amerykańskich serii (chociaż musiałbym się dobrze zastanowić, by wymienić choćby trzy, przynajmniej teraz, gdy euforia wciąż utrzymuje się na poziomie stu procent), jednak pod kilkoma względami Scalped jest czymś jedynym w swoim rodzaju. To panujący na stronach brud, zarówno dzięki scenariuszowi jak i rysunkom, rewelacyjne pomysły, unikanie oczywistych rozwiązań i wyczucie Aarona, sprawiające, że historia przykuwa uwagę bardziej niż cokolwiek, co czytałem w ostatnim czasie. I mam nadzieję, że wszystkie kolejne tomy będą rozpieprzać mnie tak samo, a może nawet bardziej. Gdybym oceniał tutaj komiksy, Casino Boogie dostałoby 10/10, a ja bałbym się, jak ocenić następne części. Bo ponoć są jeszcze lepsze, choć naprawdę trudno w to uwierzyć.

W następnym odcinku (najprawdopodobniej):
Sweet Tooth: In Captivity [Jeff Lemire]

piątek, 5 listopada 2010

#119 - Scalped: Indian Country [Jason Aaron & R.M. Guéra]

O Scalped przeczytałem tyle dobrego, że gdyby seria okazała się po prostu przyzwoitym czytadłem, byłbym bardzo, ale to bardzo rozczarowany. Biorąc do ręki pierwszy TPB nie miałem jednak żadnych obaw - sto procent pozytywnego nastawienia, odginam okładkę i zaczynam lekturę. Gdy skończyłem, od razu chciałem więcej. Wiem, często pisze się takie rzeczy, ale tym razem naprawdę żałowałem, że kolejne tomy nie leżą gdzieś obok na półce, bo najchętniej przeczytałbym wszystkie w możliwie jak najkrótszym czasie. Ten komiks ma w sobie coś nieuchwytnego (okropna, choć z jakiegoś powodu jednocześnie rewelacyjna rzecz), ale właśnie to coś wciąga i nie pozwala się od niego oderwać, aż do samego końca. Jest brudny i zły, bohaterowie to bezkompromisowi twardziele z łatwością przechodzący od słów do czynów, a cała historia została napakowana robiącą ogromne wrażenie akcją i świetnymi dialogami. Profesjonalna robota, pod każdym względem. Za takie rzeczy kocham Vertigo.

Główny bohater Scalped to Indianin Dashiell "Dash" Bad Horse, wracający po latach do rezerwatu Prairie Rose. Gdy dociera na miejsce, nie przypomina syna marnotrawnego; to zły i odpychający skurwiel, zawsze pierwszy do skopania komuś tyłka. Zaczepia wszystkich i niemal od razu po powrocie w rodzinne strony robi burdę w barze, jednak tym razem trafia na ludzi Lincolna Red Crowa, jednej z najważniejszych i najbardziej wpływowych osób w okolicy. Zamiast pozbyć się niewygodnego awanturnika, Lincoln składa Dashiellowi propozycję nie do odrzucenia, w wyniku której główny bohater zostaje jednym z działających na terenie rezerwatu (i kontrolowanych przez Red Crowa) policjantów, co oczywiście nie jest mu na rękę. Tyle że nasz niedobry chłopak też ma parę asów w rękawie, nie wspominając o bardzo istotnej, napędzającej całą fabułę tajemnicy...

Scenariusz to mistrzostwo. Wciąga pod każdym względem, od rozrób i rozpierduchy, przez przedstawienie problemów i beznadziejnej sytuacji mieszkańców rezerwatu, po pełnokrwiste dialogi, nie wmawiające czytelnikowi, że bohaterowie to mili ludzie, a jeśli ktoś jest wkurwiony, używa wyszukanego języka pozbawionego wulgaryzmów. Kolejna dobra rzecz to duża ilość wątków, które - mam nadzieję - w następnych tomach powinny przeplatać się jeszcze bardziej, niż w pierwszym, robiąc jeszcze większe wrażenie.

Scalped to, pod pewnym względem, bardzo nieprzyjemna seria - nie ma tutaj praktycznie żadnej w pełni pozytywnej postaci ani momentów skłaniających do uśmiechu. Prawie każdy walczy o swoje, nie patrząc na innych. Atmosfera komiksu jest przytłaczająca i potrafi zdołować, co akurat dla mnie stanowi kolejny atut. Nie ma tutaj miejsca na sielankę i kolorowe obrazki. Jeżeli chodzi o warstwę graficzną, ilustracje to kolejny element sprawiający, że czytelnik ma do czynienia z mroczną i przykrą opowieścią. Brudna kreska i brudne kolory - niech nikogo nie zmylą kiepskie skany poniżej okładki - sprawiają, że jest jeszcze lepiej, a ja nie potrafię wytknąć serii jakiejś konkretnej wady. Od scenariusza po rysunki, nic mnie nie drażniło, wszystko się podobało.

Całość jest przemyślana, dopracowana i ożywa na stronach komiksu; jeżeli kolejne TPB są tak samo dobre lub jeszcze lepsze, nie zdziwiłbym się, gdyby za kilka lat Scalped był serią powszechnie uważaną za jeden z legendarnych komiksów ze stajni Vertigo. A czytałem opinie, że w następnych tomach rzeczywiście jest lepiej. Zresztą nieważne, co czytałem, bo i tak chcę sprawdzić to na własnej skórze. Indian Country to jeden z najciekawszych komiksów, jakie miałem ostatnio w rękach i polecam go z czystym sumieniem, tak samo jak cała rzesza ludzi, którzy polecali go przede mną. Dołączam do grupy fanów i zapewniam, że niczego nie wyolbrzymiamy.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...