Pokazywanie postów oznaczonych etykietą azja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą azja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 lipca 2013

#310 - Zaduszki [Rutu Modan]

Do dziś pamiętam pochwały, jakich naczytałem się o „Ranach wylotowych” Rutu Modan jeszcze przed lekturą samego komiksu i jak bardzo wszystkie obietnice niesamowitych przeżyć nastawiły mnie na wielkie arcydzieło. Nie zmienia to faktu, że poprzednia opowieść autorki „Zaduszek” była (tylko i aż) bardzo dobra. Muszę przyznać, że historia poszukiwania ojca przez Kobiego Franco zawiera jedno z najlepszych zakończeń, jakie mogę sobie wyobrazić, przez co z perspektywy czasu mam o wiele lepszą opinię na temat tego dzieła. Tymczasem niedawno ukazała się w Polsce kolejna pozycja napisana i narysowana przez Rutu Modan, w dodatku z miejscem akcji ulokowanym w naszym kraju, nie mówiąc już o udziale kilku polskich bohaterów. [więcej w najnowszym numerze ArtPapieru]

czwartek, 7 czerwca 2012

#240 - Battle Royale tom 2 [Koushun Takami & Masayuki Taguchi]

W Battle Royale nie istnieje coś takiego jak zwykła śmierć albo walka ze zwykłym zakończeniem. Jeśli ktoś umiera, żegna się ze światem w zalewających wszystko strugach krwi oraz łez, czasem pozbawiony jakiejś kończyny, jeśli ktoś walczy, czytelnik na pewno będzie mógł liczyć na widoki takie jak połamane i powyginane pod nieprawdopodobnymi kątami ręce. Dzieje się, jest grubo, jest pierdolnięcie. Bohaterowie są uzbrojeni we wcześniej wylosowany oręż, brak skrupułów, masę wulgaryzmów i umieszczone w dymkach z tekstami serca, zaś tłumacze w interesujące nawiązania do naszego kraju ("Jeśli się tam znajdziesz, to wiedz, że coś się dzieje!", poza tym w poprzednim tomie jedna z bardziej przypakowanych postaci została określona mianem "Pudziana"). Znowu trochę się nabijam, ale tak naprawdę zmierzam do tego, że choć jest lepiej, seria Battle Royale to za wysoki jak dla mnie poziom groteski. Ten komiks jest zbyt niedorzeczny, żeby mógł przypaść mi do gustu. Może będę pożyczał kolejne tomy, ale na pewno nie mam zamiaru ich kupować, recenzowanie dalszego ciągu raczej też nie ma sensu. Wiem, że to, co stworzyli Koushun Takami oraz Masayuki Taguchi może się podobać i na pewno spodoba się wielu osobom, jednak ja odpadam. Podtrzymuję to, co napisałem w recenzji pierwszej części, a szkoda. O Battle Royale napiszę coś więcej tylko w sytuacji, gdy czytając resztę, nagle i niespodziewanie zmienię swoją opinię.

sobota, 28 kwietnia 2012

#223 - Battle Royale tom 1 [Koushun Takami & Masayuki Taguchi]

W totalitarnej Republice Dalekowschodniej Azji raz do roku organizowana jest gra, w której biorą udział uczniowie wszystkich trzecich klas liceum. Wylosowana klasa zostaje porwana, przedstawia się jej zasady, a następnie wywozi na bezludną wyspę. Zasady są proste, uczniowie mają się nawzajem zabijać. Wygra ten, który jako jedyny pozostanie przy życiu. Każdy uczestnik otrzymuje żywność, wodę, mapę i losowo wybraną broń (można dostać łuk albo nóż, można dostać bumerang albo coś jeszcze mniej użytecznego). Każdy nosi specjalną obrożę przesyłającą ludziom nadzorującym grę dane dotyczące noszącego ją ucznia, zaś jeśli w ciągu doby nikt nie zostanie zabity, obroże wybuchają i nikt nie zostaje zwycięzcą. Poza tym wyspę podzielono na strefy, a co jakiś czas megafony będą ogłaszać, że kolejna z nich stała się strefą niebezpieczną. Niebezpieczną strefę trzeba opuścić jak najszybciej, w przeciwnym razie obroża wybucha. Z upływem czasu liczba takich stref będzie wzrastać. To wszystko, czego dowiadują się uczniowie. Pozostaje im tylko zabijać, żeby przeżyć.

Pewnie już o tym wspominałem, ale uwielbiam takie opowieści. Do czego jest w stanie posunąć się człowiek w sytuacji, która zmusza go do zachowywania się jak zwierzę? Poza tym Tarantino wspominał, że film Battle Royale jest jedynym, jaki chciałby reżyserować, gdyby tylko miał taką okazję, a dla mnie to wystarczająca rekomendacja. Filmu jeszcze nie widziałem, za to bardzo chętnie skorzystałem z okazji do przeczytania komiksu.

Battle Royale to chora rzecz. Zwykle używam tego słowa, kiedy coś chwalę, jednak nie tym razem. Poziom przemocy, ilość wulgaryzmów i przerysowanych postaci sprawia, że niemal od samego początku historia stanowi karykaturę czegoś, czym nie jest, ale, jak sądzę, miała być w zamyśle scenarzysty. Nie żeby kiedykolwiek przeszkadzały mi takie rzeczy jak lejąca się krew i rzucanie mięsem, ale w Battle Royale przekroczono granicę, po której wszystkie podobne pomysły przestają robić wrażenie, szokować i zaskakiwać, a zaczynają śmieszyć. Już na pierwszych stronach, w czasie prezentacji biorących udział w grze uczniów, coś było nie tak. Jeden z grających w koszykówkę chłopaków sprawdza, czy starczy mu prezerwatyw na zaliczenie wszystkich kibicujących dziewczyn, inny bierze udział w ulicznej walce i masakruje przeciwników (można zobaczyć wylatującą z oczodołu gałkę oczną, zresztą nie ostatnią w tym tomie, a jeden z pokonanych rzuca komentarz: "Kurwa... moje ramię... skurwiel jebany..."), po czym dziewczyna z tej samej klasy podwija do góry sukienkę i mówi do pełzającego przed nią dyrektora szkoły: "Widzę, że słodka cipka licealistki to dla ciebie nieodkryty ląd...".

Natężenie tego typu scen robi z Battle Royale niezamierzoną czarną komedię. I, właściwie, nieśmieszną, bo czuję, że intencją scenarzysty wcale nie było to, żebym się śmiał. Jeszcze lepszy jest główny czarny charakter tej czarnej komedii, przejmujący stanowisko wychowawcy klasy, który niemal do końca pierwszego tomu tłumaczy uczniom zasady gry. Nawet w Kaznodziei byłby jedną z bardziej chorych postaci. Tłumaczy i wyjaśnia, przy okazji zabijając kilka niezdyscyplinowanych osób oraz pokazując wszystkim zmasakrowane zwłoki stawiającego niepotrzebny opór, poprzedniego wychowawcy (kolejna wylatująca gałka oczna). Jego podniecenie całą grą też jest przekoloryzowane, a dopełnieniem niezamierzonej śmieszności jest scena popełnionego z uśmiechem na ustach gwałtu na kobiecie z sierocińca, gdzie mieszka paru biorących udział w grze licealistów. Tak jak poprzedni wychowawca, nie chciała zgodzić się na to, co spotkało uczniów. Jeden z nich skomentował to słowami: "Zajebię świnię! Zajebię!!! Zajebię!!!". Z kolei do ciekawszych wypowiedzi nowego wychowawcy bez wątpienia należy zaliczyć: "Tatuś powąchałby twoje majteczki... o, tak... lofciam cię córeczko-pizdeczko...".

Mógłbym dłużej wymieniać przesadzone sceny psujące ciekawy pomysł na fabułę Battle Royale, cytować wypełnione wulgaryzmami wypowiedzi, tak jak wszechobecna przemoc w ogóle nie spełniające swojej roli, ale chyba już wystarczy. Na razie nie polecam. Zawiodłem się. Może nie zrozumiałem japońskiego podejścia do wylatujących gałek ocznych, słodkich cipek licealistek i wąchania majteczek, z drugiej strony nie zwróciłem też uwagi na próbę nakłonienia czytelnika do nabrania dystansu, wszystko sprawia wrażenie zrobionego na poważnie. Na pocieszenie dodam, że pod koniec komiksu porwani uczniowie opuszczają budynek, w którym poznali zasady i wreszcie rozpoczyna się gra, w kolejnym tomie mogąca mimo wszystko zatrzeć złe pierwsze wrażenie. Szkoda tylko, że to jedyne pocieszenie.

poniedziałek, 6 lutego 2012

#205 - Uzumaki - Spirala [Junji Ito]

Miasteczko Kurouzu staje się ofiarą klątwy spirali, objawiającej się na bardzo wiele sposobów, zaś każdy z nich sprowadza nieszczęście na jego mieszkańców. Praktycznie wszystko, co ma spiralny kształt, jest potencjalnym zagrożeniem, a na spirale można się natknąć dosłownie wszędzie: tworzą je wiry wodne, kręcone włosy, dym wylatujący z komina, linie papilarne, sprężyny... [więcej w ósmym numerze Bez Kultury]

piątek, 27 stycznia 2012

#199 - Pluto 002 [Osamu Tezuka & Naoki Urasawa]

Pluto jest najlepszą serią komiksową ukazującą się w naszym kraju, w każdym razie z tych, które miałem w swoich rękach. Może poza Fistaszkami, które z racji na swoją legendarność oraz to, że stanowią owoc pięćdziesięcioletniej pracy i tak powinny znajdować się poza jakimkolwiek rankingiem. Pisząc recenzję poprzedniego tomu Pluto broniłem się przed nazywaniem tego cyklu arcydziełem i z jakiegoś powodu nadal mam w tej kwestii pewne opory, ale nie przeszkadza mi to w zachwycaniu się opowieścią o śledztwie dotyczącym tajemniczego zabójcy ludzi oraz robotów.

W Pluto wszystko jest idealnie wyważone. Można tu znaleźć wszystko, począwszy od trzymającej w napięciu akcji po zwykłe dialogi bohaterów przy kawie, a każda z takich scen ma jedną wspólną cechę: są świetnie rozegrane. Spokój, odpowiednio dawkowane tajemnice, walki, a także kolejne ofiary i poszukujący sprawcy robot Gesicht. Ciągle niewiele wiadomo, zarówno na temat mordercy, jak i o przeszłości Gesichta. Mam nadzieję, że odpowiedzi nie okażą się rozczarowujące. Jak na razie w Pluto mogę polecić wszystko, każdy z elementów tej serii. Rewelacyjna rzecz.

sobota, 30 kwietnia 2011

#148 - Pluto 001 [Osamu Tezuka & Naoki Urasawa]

Do tej pory nie recenzowałem tu żadnej mangi, co nie znaczy, że w ogóle nie czytam od prawej do lewej. Zdarza się. Jeśli zaś chodzi o serię Pluto, pewnie będzie zdarzać mi się regularnie, bo to bardzo dobry komiks jest i już czekam na kolejną część.

Seria opowiada o świecie, w którym roboty są elementem codzienności, zadając między innymi pytanie, czy maszyny mogą być na tyle zaawansowane, by odczuwać emocje tak samo jak człowiek. I choć nie to jest najważniejszą kwestią Pluto, z jakiegoś powodu kiedyś uważałem ten temat za bardzo interesujący, a teraz przekonałem się, że nadal tak uważam. W komiksie można znaleźć sporo pozornie niepasujących do siebie elementów, od akcji po spokojniejsze, nastrojowe fragmenty, więc łatwo byłoby zrobić z tego niestrawną mieszankę. Na szczęście niezależnie od atmosfery panującej na stronach opowieści czyta się to lekko, łatwo, przyjemnie i z podziwem dla twórców. Niby nic niezwykłego, prosta historia science fiction, ale wszystko zostało świetnie wyważone i sprawia, że po skończeniu pierwszego tomu od razu ma się ochotę na więcej. Ilustracje również nie powinny nikogo rozczarować, swoim poziomem dorównują scenariuszowi, tu i tam ciesząc oko dbałością o szczegóły albo ciekawym pomysłem na przedstawienie danej sytuacji.

Głównym bohaterem Pluto jest Gesicht, pracownik Europolu (Specjalne Kryminalne Biuro Śledcze). Kiedy go poznajemy, zajmuje się sprawą napędzającą całą akcję komiksu: ktoś zabija najbardziej znane roboty, ale nie tylko. Giną także ludzie związani z maszynami, tacy jak na przykład lider ruchu na rzecz praw robotów. To komplikuje wszystko, ponieważ roboty nie mogą zabijać ludzi (poza jednym, odosobnionym przypadkiem, kiedy coś zawiodło), zaś żaden człowiek nie byłby w stanie pokonać tak silnych robotów jak te, które ginęły z ręki tajemniczego mordercy. Nie bez znaczenia jest fakt, że sam Gesicht należy do maszyn i nie potrafi przejść obojętnie obok tego, że ktoś zabija posługujących się sztuczną inteligencją członków społeczeństwa.

Nie napiszę, że Pluto jest arcydziełem. Kto wie, może nazwę tak serię po kilku przeczytanych tomach, ale na razie to po prostu bardzo dobry komiks, tak jak wspomniałem w pierwszym akapicie. I to wystarczy, a jeśli w przyszłości Osamu Tezuka i Naoki Urasawa pokażą mi coś jeszcze lepszego, na pewno nie będę miał im tego za złe.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...