Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spawn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spawn. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 września 2009

#38 - Spawn/Batman [Frank Miller & Todd McFarlane]


Przypuszczam, że jestem jedną z ostatnich zainteresowanych komiksem osób w Polsce, która zdecydowała się sprawdzić wspólne przygody Batmana i Spawna. To znaczy nie licząc tych, którzy w swojej mądrości postanowili w ogóle tego nie czytać. Minęło kilka ładnych lat od wydania tej historii w naszym kraju, a powodem, dla którego piszę o niej dopiero teraz, jest fakt, że dosłownie wszystkie opinie o Spawn/Batman były negatywne. Czasem jednak żeby uwierzyć, trzeba zobaczyć coś strasznego na własne oczy. Moment masochizmu nastąpił w moim przypadku kilka dni temu. Dzisiaj żałuję, ale przecież sam się o to prosiłem.

O fabule nie można napisać niczego dobrego, a właściwie nie można o niej napisać czegokolwiek. Historyjka dla dwunastolatków, w której tytułowi bohaterowie najpierw biją się po głowach, a potem łączą siły w celu dołożenia komuś innemu. Jestem tylko ciekaw, co by było, gdyby TM-Semic wypuścił ten komiks w okolicach 1998 roku, kiedy to Spawn wciąż był czymś świeżym, a ja miałem dwanaście lat i uważałem twórczość McFarlane'a z a coś niesamowitego. Niektóre jego scenariusze z tamtego okresu do dziś wydają mi się czymś interesującym, ale może to tylko sentyment. W każdym razie teraz jestem za dużym chłopcem na akceptowanie takich bzdur. Szkoda tylko, że autorem scenariusza jest Frank Miller, który zdecydowanie miał możliwość napisania czegoś lepszego - niestety, jest to kolejny kiepski komiks jego autorstwa. A rysunki? Przykro mi bardzo, ale czasy entuzjastycznych ocen prac McFarlane'a również minęły; ilustracje w Spawn/Batman niczym mnie nie zachwyciły. Po prostu są poprawne, tyle na ich temat. Nie dostrzegam już w nich tego, co widziałem dekadę temu.

Mówiąc krótko (i delikatnie), jest to bardzo słaby komiks, którego moim skromnym zdaniem nie należy dotykać. Na koniec pozwolę sobie zacytować dialog głównych bohaterów, prowadzony podczas radosnego okładania się po swoich zamaskowanych twarzach. Rozmowa pokazuje dobitnie, jaki scenariusz popełnił Miller:

Spawn: Idiot. You're an idiot. I'll tear you apart.
Batman: In your dreams.
S: Break you in half. I'll break you in half.
B: Sloppy fighter. Stupid fighter. No discipline.
S: Talking trash. You're talking trash. It won't help you.
B: No discipline. Stupid fighter. Stupid punk.
S: Had it. You've had it. You're done.
B: Just warming up you stupid punk.

(tutaj następują liczne onomatopeje - napięcie rośnie, bohaterowie uderzają się nawzajem z jeszcze większym zapałem nie przed chwilą, a po wszystkim głośno dyszą)

B: Give it up, punk. You're finished. Just look at you. You're finished.
S: Look at you. You can't even get up. You're the one who's finished.

Oczywiście komiks oferuje też inne atrakcje - wszystkie podobne do zacytowanej powyżej. Ja odpadam.

środa, 1 lipca 2009

#101: Spawn: The Animated Series

Wspominałem wcześniej, że swego czasu Spawn był dla mnie czymś niesamowitym. Swego czasu, czyli w 1997 roku, kiedy chodziłem do czwartej klasy podstawówki, co zresztą wiele wyjaśnia. Może i pozostałe pozycje wydawane przez TM-Semic nie zawsze należały do najgrzeczniejszych (a poza tym nie miałem wtedy pojęcia o takich rzeczach jak choćby Weapon X), ale dopiero historia zaprezentowana przez Todda McFarlane'a zrobiła na mnie tak piorunujące wrażenie. Chowałem ten komiks przed rodzicami, a w wyobraźni czułem szpony wyrywającego moje serce Violatora. Trwało to w najlepsze przez kilka pierwszych numerów, a potem opowieść zamieniła się w pieprzoną telenowelę, nudną i niemożliwą do strawienia, zaś główny bohater został smutnym filozofem użalającym się nad swoim marnym życiem po śmierci i - co gorsza - robiącym to w niemal każdym odcinku. A kiedy seria przestała się ukazywać, w ogóle nie żałowałem, ponieważ chodziłem po nią do kiosku wyłącznie z przyzwyczajenia.

Jestem prawie pewny, że po raz pierwszy przeczytałem o Spawn: The Animated Series w trzecim numerze polskiej edycji tego komiksu. Oczywiście było mi bardzo smutno, że jestem zbyt młody, by móc obejrzeć tę mroczną rzeźnię tylko dla dorosłych, ale przecież istniały ciekawsze rzeczy, których jeszcze nie mogłem robić z powodu wieku, a na które miałem ochotę, więc po niedługim czasie chęć obejrzenia tej kreskówki odeszła w zapomnienie. A potem, po latach, pojawiła się okazja kupienia edycji kolekcjonerskiej, wydanej z okazji dziesiątej rocznicy powstania filmu. Cztery płyty DVD (jedna z dodatkami), trzy sezony po sześć odcinków i ogromna ciekawość, jak odbiorę ten serial teraz, gdy minęło tyle czasu od chwili, kiedy olałem komiks.

Można powiedzieć, że kreskówka wzięła z opowieści obrazkowej to, co było w niej najlepsze i podniosła to kilka poziomów wyżej, ale niestety nie zniwelowała wad oryginalnego scenariusza. Mamy więc mroczny, przytłaczający klimat oraz przemoc, która robi o wiele większe wrażenie niż ta przedstawiona na papierze. Już pierwszy odcinek rozpoczyna się mocnym wejściem, a potem jest już tylko gorzej (czyli - z perspektywy widza - lepiej). Trup ściele się gęsto, a świetnie podłożone głosy i dźwięk tylko potęgują atmosferę przebywania w piekle na ziemi. Twórcy serialu postawili na jedno: brak jakichkolwiek ograniczeń; od samego początku wiedzieli, że nie robią filmu animowanego dla dzieci. Krew, mocny język i seks wypełniają po brzegi trzy z czterech płyt DVD i nawet jeśli odbiorca doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że pokazywanie jak najbrutalniejszych scen jest tu celem samym w sobie, i tak siedzi wbity w fotel. Paradoksalnie, wrażenie jest jest jeszcze większe właśnie dzięki temu, że mamy do czynienia z serialem animowanym, tak jakby widz sam nie wierzył, że takie rzeczy można pokazać w kreskówce. Gdyby grali tutaj prawdziwi ludzie, w porządku, widziałem sporo krwawych filmów, ale to? Kiedy oglądałem kolejne epizody Spawn: The Animated Series, cały czas wydawało mi się, że w zwyczajnym filmie to wszystko byłoby o wiele łatwiejsze do przełknięcia. Co nie znaczy, że nie oglądałem tego z niekłamaną przyjemnością.

Z początku wszystko jest mniej więcej tak, jak w komiksie, a później następują coraz bardziej znaczące zmiany. To dobrze, ponieważ po pierwsze - mimo znajomości pierwowzoru, czasem nie wiedziałem, co będzie dalej, a po drugie - zawsze istniała nadzieja, że w ten sposób kreskówka pozbędzie się patosu znanego z papierowej wersji opowieści. Tak się jednak nie stało. Nadal obserwujemy Spawna płaczącego nad swoim losem i nie ma w tym niczego fajnego. Kolejna wada to nieodparte wrażenie, że cała historia brnie donikąd, powtarzając komiksowe wałkowanie tych samych wątków bez końca, bez celu i bez przeświadczenia, że gdzieś tam czeka coś więcej. Ponadto, po osiemnastym odcinku akcja urywa się, pozostawiając większość pytań bez odpowiedzi. I jak tu być zadowolonym z takiej sytuacji? Na szczęście ponoć nadchodzi kontynuacja, trochę późno, ale jednak.

Mimo wymienionych wad, Spawn: The Animated Series to bez wątpienia kawał dobrej oraz imponującej roboty. Kreskówka, jakiej nie widziałem nigdy wcześniej i pewnie nie zobaczę aż do premiery kolejnych odcinków. Na pewno warto sprawdzić, choć nie zdziwię się, jeśli ta mroczna, dołująca i niemal całkowicie pozbawiona jasnych kolorów oraz pozytywnych bohaterów animacja odrzuci Was od ekranów telewizora i pozostawi niezadowolonymi.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...