Pomimo świetnej oprawy graficznej, komiks Hilda i Troll nie zdołał mnie do końca urzec. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że to historia spod szyldu Centralki, przeznaczona dla najmłodszych czytelników, jednak mimo to całość była zbyt prosta, przeleciała za szybko, nie zostawiając po drodze zbyt wielu godnych zapamięta szczegółów, bohaterów czy wątków. Protagonistkę dało się polubić, jej wypełnione dziwnymi oraz fascynującymi postaciami otoczenie pozwalało żałować, że samemu nie widywało się podobnych rzeczy w dzieciństwie, ale nic poza tym. Po lekturze zostawało najwyżej wpatrywanie się w ilustracje Pearsona i podziwianie pięknego sposobu wydania tego albumu. [całość na stronie Gildii Komiksu]
środa, 30 kwietnia 2014
#353 - Hilda i Nocny Olbrzym [Luke Pearson]
poniedziałek, 31 marca 2014
#352 - Superman: Kuloodporny [Grant Morrison & Rags Morales]
Kiedy po lekturze przeciętnych „Technik zastraszania” zapoznałem się z komiksem „Superman i Ludzie ze Stali”, kolejną pozycją spod szyldu Nowego DC Comics, byłem zaskoczony dwiema rzeczami. Po pierwsze, zdziwiło mnie, że można stworzyć gorszą fabułę od tej, którą przedstawił Tony S. Daniel w swojej opowieści o Batmanie. Po drugie, nie mogłem uwierzyć, że mam do czynienia z historią napisaną przez Granta Morrisona – scenarzystę wprawdzie kontrowersyjnego, jednak w mojej opinii z reguły stającego na wysokości zadania. Zaskoczenie było tym większe, że przecież „All-Star Superman” tego samego autora był rewelacyjną opowieścią, wypełnioną po brzegi świetnymi pomysłami. Tymczasem ostatni syn planety Krypton z „The New 52” okazał się zaledwie cieniem herosa uwiecznionego na kartach wyżej wymienionego tytułu. [więcej w najnowszym numerze ArtPapieru]
czwartek, 13 marca 2014
#351: Za Imperium: Kobiety [Merwan & Bastien Vivès]
W poprzednim albumie serii Za Imperium nasi bohaterowie zbytnio się nie nawojowali, nie zdobyli wielu nowych terenów i, ku swojemu rozczarowaniu, w czasie odkrywania nowego świata przede wszystkim bardzo się nudzili. Ostatnia strona tomu Honor zapowiadała jednak nadejście zagrożenia, które może wszystkich przerosnąć. Tom drugi, Kobiety, samym swoim tytułem zdradza naturę nowego niebezpieczeństwa. Zdradza i trochę zaskakuje. Czytelnicy pamiętający wyczyny imperialnej armii sprzed wyruszenia poza granice znanego im świata, jej agresję, niezawodność i determinację w walce, mogliby wybuchnąć śmiechem i zapytać: tylko tyle? Kobiety? [całość na stronie Gildii Komiksu]
poniedziałek, 3 marca 2014
#350 - Stitches: A Memoir... [David Small]
W przebogatej ofercie komiksowych autobiografii nie brakuje tytułów, w których autorzy w nieprzeciętny sposób opowiadają o sobie – nawet mimo faktu, że nie stoi za nimi jakaś specjalnie wyjątkowa historia. Na przeciwnym biegunie znajdują się autentyczne opowieści z miejsca przyciągające uwagę czytelnika swoją tematyką, ukazujące bohaterów obarczonych bagażem nietypowych lub wstrząsających doświadczeń. Do tego grona z całą pewnością należą poruszający problem epilepsji „Rycerze świętego Wita” Davida B., jak również (niestety, niewydany w Polsce) komiks „Why I Killed Peter” Alfreda i Oliviera Ka, ukazujący losy mężczyzny zmagającego się z traumą dzieciństwa, jaką był gwałt dokonany przez księdza. Tego rodzaju historie byłyby godne zapamiętania nawet wtedy, gdyby ich warstwa narracyjna czy estetyczna pozostawiała wiele do życzenia. Tak samo jest w przypadku „Stitches” Davida Smalla, który z powodu zaniedbania rodziców oraz w wyniku (rzekomo) całkowicie bezpiecznej operacji stracił głos. [więcej w najnowszym numerze ArtPapieru]
piątek, 21 lutego 2014
#349 - Bartnik Ignat i skarb puszczy [Tomasz Samojlik]
Po komiksach Ryjówka Przeznaczenia i Norka Zagłady nie mam wątpliwości co do tego, że Tomasz Samojlik jest jednym z ciekawszych polskich twórców komiksów. To stwierdzenie można bez większych problemów obronić nawet wtedy, jeśli nie będziemy porównywać go jedynie do innych autorów opowieści obrazkowych dla dzieci. To, co pisze i rysuje, ma w sobie uniwersalność pozwalającą zadowolić także starszych czytelników. Krótko mówiąc, komiksy Samojlika to piękna sprawa i zawsze będę sięgał po jego nowe wydawnictwa. Sięgnąłem również po najnowsze z nich, zatytułowane Bartnik Ignat i skarb puszczy. [całość na stronie Gildii Komiksu]
poniedziałek, 10 lutego 2014
#348 - Znamy się tylko z widzenia [Marta Zabłocka]
Wielokrotnie zastanawiałem się nad popularnością tego rodzaju komiksów, rysunków, ogólnie takiej twórczości. Wchodzę na zycie-na-kreske, czyli stronę Marty Zabłockiej na Facebooku, a tam proszę, niemal 9000 polubień. I choć liczba kliknięć w znaną chyba prawie wszystkim dłoń z wystawionym kciukiem niekoniecznie świadczy o samym poziome czyjejś działalności, czterocyfrowa armia czytelników z ósemką na początku to coś, co w pewnych wypadkach należy docenić. Być może receptą na popularność tego rodzaju komiksów oraz ilustracji jest po pierwsze przystępność, dzięki której zdołają trafić do każdego, po drugie zaś umiejętność zgrania się z odbiorcami, w taki sposób, że nawet nieskomplikowany, niedbały (nieraz tylko pozornie) szkic opatrzony prostą sentencją lub dialogiem odzwierciedla ich myśli czy opinie, pozwalając utożsamić się z refleksjami autora. Piszę o prostocie, bo przecież rozmowa, w której osoba spoza kadru pyta: „Kiedy ostatni raz była pani szczęśliwa?”, po czym dostaje odpowiedź: „Co?”, nie grzeszy geniuszem, a w zbiorze Znamy się tylko z widzenia podobnych przykładów i pomysłów można znaleźć o wiele więcej. I przestaję zastanawiać się nad ich popularnością, kiedy dostrzegam, że trafiają również do mnie, i że kiedy je oglądam, kiwam głową ze zrozumieniem, nawet jeśli nie podzielam uczuć pojawiających się w albumie bohaterów. [więcej na stronie Comix Grrrlz]
sobota, 8 lutego 2014
#347 - Irredeemable [Mark Waid & Peter Krause]
O "Irredeemable" wspominałem już jakiś czas temu. Niedawno wreszcie udało mi się przeczytać całość składającą się na 37 zeszytów. Dla tych, którym nie chce się sprawdzać recenzji pierwszego tomu: głównym bohaterem serii jest Plutonian, kolejny klon Supermana, różniący się od harcerza z Kryptonu tym, że pewnego dnia oszalał i zaczął wycinać w pień całe kraje. [więcej na Kolorowych Zeszytach]
niedziela, 26 stycznia 2014
#346 - Podsumowanie 2013 roku na stronie Alei Komiksu
Chyba mogę zrobić kopiuj-wklej z zeszłorocznego wpisu o tej samej tematyce: Tak jak mniej więcej dwanaście miesięcy temu, tak i teraz podsumowaliśmy na stronie Alei Komiksu miniony rok. O paru z tych, na które głosowałem, dodałem coś od siebie.
No dobrze, tym razem akurat o jednym, nie o paru.
poniedziałek, 20 stycznia 2014
#345 - Bler: Pierwsza wersja życia [Rafał Szłapa]
Wszystko zaczęło się od zina "Arena Komiks", gdzie krakowski superbohater zaliczył swój debiut w lipcu 2002 roku. Występował w nim do października 2004, a w głowie jego autora narodził się pomysł zrobienia pełnometrażowego albumu. Historie z "Areny" miały być spięte fabularną klamrą, stworzyć zamkniętą historię z logicznym początkiem i końcem. Mniej więcej w tym czasie wokół Blera zaczęła kręcić się Kultura Gniewu, która chciała ruszyć z linią nieszablonowych, polskich zeszytówek.
Koniec końców do współpracy między Szłapą i oficyną Szymona Holcmana nie doszło, a "Bler" ukazał się nakładem swojego twórcy. Premiera miała miejsce na łódzkim Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier w 2010 roku, gdy ukazał się pierwszy tom planowanej trylogii zatytułowany "Lepsza wersja życia". Ale był to już zupełnie inny komiks od tego, który Szłapa planował. Pierwotne założenie było takie, że przygody Blera będę malowane. Niestety, wykonanie trzech albumów w takiej technice byłoby niebywale pracochłonne. Gdyby wtedy autor nie zdecydował się na tę zmianę, trylogia pewnie nigdy by nie powstała, pozostając komiksową "miejską legendą", o której pewnie dziś nikt by nie pamiętał. A tak Bler stał się jedną z najmocniejszych współczesnych polskich marek komiksowych. Bo jak wiele mainstreamowych tytułów może się pochwalić sporym gronem wiernych i aktywnych fanów, którzy domagają się od jego autora kolejnych albumów (a te regularnie się ukazują)?
Jak widać Szłapa przeszedł długą drogę ze swoim komiksem, a ja miałem szczęście być jej świadkiem. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem malowanego Blera, wiedziałem, że to jest to. Komiks prezentował się po prostu wspaniale. Dla mnie wersja rysowana nie ma w ogóle startu do swojego starszego brata. I dziś, kiedy na moje ręce trafiła "Pierwsza wersja życia", czyli pierwotna wersja albumu znanego dziś jako "Lepsza wersja życia", jeszcze mocniej upewniłem się w swoim przekonaniu. Szłapa nie tylko znakomicie radzi sobie z farbami, ale jako jednemu z naprawdę niewielu, tworząc opowieść głównego nurtu za pomocą takich środków, udało się uniknąć efektu nadmiernej kiczowatości. W "Blerze" arsenał malarskich środków wyrazu udało się ujarzmić i zaprzęgnąć do opowiadania historii, a Szłapa zamiast silić się na popisowe splasze czy wielodniowe dłubanie przy planszach postawił na narracyjną płynność i perfekcyjny montaż. Efekt? Fenomenalny!
I tak, jak żałuję, że krakowski komiksiarz odszedł od swojego pierwotnego zamysłu, tak cieszę się, że posiedział trochę dłużej nad scenariuszem. Trudno jest mi powiedzieć, jaką rolę w kształtowaniu fabuły miały uwagi Karola Konwerskiego i Radosława Smektały, którzy na pewnym etapie prac byli zaangażowani w powstawanie skryptu, a na ile Szłapa potrafił krytycznie spojrzeć na swój własny tekst. Tak czy siak efekt jest bardzo dobry – w pierwszym albumie "Blera" (który ciągle pozostaje moim ulubionym epizodem w trylogii) poprawiono dialogi, pogłębiono fabułę i położono nacisk na dramaturgię, której punktem kulminacyjnym był znakomity cliffhanger w finale. Taki w dobrym, amerykańskim stylu, po którym z niekłamaną niecierpliwością czeka się na kolejny tom, odliczając dni do premiery. Bardzo udanym zabiegiem było wyłączenie z originu krakowskiego herosa fragmentów, które potem złożyły się na nagrodzoną w konkursie na krótką formę MFKiG 2010 nowelkę "Punkt widzenia".
Złośliwcy mogą zarzucać Rafałowi Szłapie koniunkturalizm, że na popularności własnej marki (wypracowanej i wylansowanej ciężką pracą) próbuje zbijać kasę sprzedając jeszcze raz to samo, tylko w nieco innej (nawet i gorszej pod pewnymi względami!) formie swoim fanom. To bzdura. Ja, choć wielkim fanem "Blera" nie jestem, miałem mnóstwo frajdy z tej lektury. Szczególnie, kiedy wziąłem pierwszą i ostateczną "Lepszą wersję życia" i mogłem oglądać, jak komiks zmieniał się, ewoluował, dojrzewał. Jako rzecz dla fanów, kolekcjonerów i ciekawych takiej właśnie lektury – "Pierwszą wersję życia" z czystym sumieniem mogę polecić. Natomiast, jako zamkniętą i spójną fabułę - już niekoniecznie.
Recenzję napisał Kuba Oleksak
niedziela, 19 stycznia 2014
#344 - Rok 2013 według krytyków [na Kolorowych Zeszytach]
Chyba nie nadaję się do pisania tego typu podsumowań. W ciągu paru ostatnich dni dotarło do mnie, że jeśli chodzi o komiksy z 2013 roku, niewiele pamiętam. Przeczytałem całe mnóstwo historii obrazkowych, ale nie kładłem nacisku na pozycje premierowe, znowu zaglądając przede wszystkim do studni bez dna o nazwie Moje Zaległości. A w środku same świetne rzeczy: nadgonienie "Invincible" i "Fables", nadrobienie "The Invisibles", "Shade'a", "X-Statix", "Irredeemable, "Savage`a Dragona"... Nic, tylko czytać, bo życia nie starczy, żeby się z tym wszystkim zapoznać. Niestety, nadrobiłem również "Thorgala" (przed minionym rokiem znałem sagę jedynie do albumu "Klatka") i uświadomiłem sobie, że ciekawość naprawdę jest pierwszym stopniem do piekła. Przeczytany kilka dni temu, już w roku bieżącym, tom "Kah-Aniel" to tylko smutne potwierdzenie tego, że należało zakończyć tę serię już dawno, z klasą, kiedy jeszcze pisał ją Van Hamme. Ale na pewno sprzedaje się bardzo dobrze, więc po co? [więcej na Kolorowych Zeszytach]










