piątek, 25 listopada 2011

#178 - W cieniu gwiazdy [Zygmunt Similak]

W cieniu gwiazdy, druga część autobiograficznego cyklu Zygmunta Similaka, to praktycznie powtórka z rozrywki, ze wszystkimi zaletami oraz, niestety bardziej licznymi, wadami całego przedsięwzięcia. Nieco inne realia, trochę starszy i dojrzalszy główny bohater, to właściwie jedyne różnice. Sposób ilustrowania i opowiadania historii pozostał ten sam, w związku z czym osoby znające poprzednią część będą miały do czynienia z kontynuacją, która nie obniża poprzeczki, ale też nie podnosi jej ani o centymetr. Gdyby całość została wydana w jednym tomie, prawdopodobnie niewielu czytelników zauważyłoby fakt, że pierwotnie komiks był złożony z dwóch osobnych albumów. [więcej na stronie Alei Komiksu]

niedziela, 20 listopada 2011

#177 - Dziewczynka, którą bolała głowa oraz inne historyjki Mei [Mei]

Dziewczynka, którą bolała głowa to liczący ponad sześćdziesiąt stron zbiór komiksów Mei, zarówno publikowanych wcześniej oraz pokazywanych po raz pierwszy, z jedną opowieścią stworzoną specjalnie na potrzeby tego kserowanego zina. Ciekawa rzecz, nie tylko dla osób, które jeszcze nie zetknęły się z twórczością autorki, ale także dla tych, którzy zdążyli polubić jej opowieści obrazkowe i chcieliby przeczytać coś więcej. Dziesięć zamieszczonych tu komiksów to rzeczy bardzo zróżnicowane, różne są pomysły na scenariusze (ale wszystkie łączy osobowość Mei), różna jest kreska, w końcu różny jest poziom historii.

Jeśli chodzi o scenariusze, najbardziej podobają mi się tu komiksy autobiograficzne. Nawet jeśli autorka nie pisze o sobie, przemyca do swoich utworów zaskakująco dużo własnej osobowości. Kiedy sama staje się główną bohaterką, naturalnie rzuca się to w oczy jeszcze bardziej. Mei potrafi pisać o codzienności w interesujący i ciekawy sposób, jej dziwny charakter prowadzi do nietypowych reakcji na otoczenie, a te do wielu zabawnych sytuacji. Poza tym całość wychodzi tak szczerze i naturalnie, że autorce mogłoby pozazdrościć naprawdę wielu scenarzystów próbujących pisać osobiste historie. Z wyżej wymienionych powodów Okres jako problem, Gimnastyka korekcyjna i Dziewczynka, którą bolała głowa to moje ulubione komiksy w zbiorze.

Graficznie najlepiej wyszła opowieść Dziewczynki jedzą muchomory i pestki. Mei zaszalała tu z ornamentami, co dało świetny efekt i pokazało, że autorka potrafi rysować nie tylko minimalistyczne rzeczy. Reszta jest na jej stałym, dobrym poziomie, poza kilkoma starszymi komiksami, na przykład Chemią. Te historie pozwalają zobaczyć, jak zmieniała się jej kreska (i to, że z biegiem czasu na szczęście zmieniła się na lepsze), co zawsze jest interesujące.

Trafiło się też kilka słabszych rzeczy, jak choćby Eliza czy seria Ptak Srak, zwłaszcza jej pierwsze odcinki, wyglądające, jakby autorka rysowała je nudząc się na wykładzie, myślami będąc gdzie indziej. Są w tym śladowe ilości uroku jej pozostałych scenariuszy, ale moim zdaniem nie umywają się do reszty. Mimo to Dziewczynka, którą bolała głowa to bardzo dobra oraz interesująca pozycja, potwierdzająca, że Mei jest jedną z najciekawszych i najbardziej płodnych polskich autorek opowieści obrazkowych. Jak zawsze czekam na jej nowe komiksy.

środa, 16 listopada 2011

#176 - Trawienie zwierzeń [Kasia Błaszczyk i Lynx Łobos]

Trawienie zwierzeń, komiks wydany przez Fundację Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt - Viva!, trudno nazwać klasyczną opowieścią obrazkową. Nie ma tu typowej historii, której spodziewam się, gdy sięgam po to medium. Scenariusz napisany przez Kasię Błaszczyk jest wyłącznie pretekstem do zaprezentowania weganizmu jako jedynego słusznego sposobu odżywania się. I niezależnie od tego, czy odbiorca zgadza się z poglądami autorki, czy też nie, problem polega raczej na tym, że ta "historia przyjaźni i przemiany w świecie pełnym okrucieństwa, cierpienia i znieczulenia" tak naprawdę nie opowiada żadnej historii. Owszem, fabuła niby jest, Anka Weg, czyli główna bohaterka Trawienia zwierzeń, spotyka kolegę i próbuje wpajać mu zasady weganizmu, tym samym potępiając jedzenie mięsa, sera i jajek, a także picie mleka. Wszystko zostało poparte argumentami, przedstawione w sposób może nieco zbyt nachalny, jednak z pewnością zwracający uwagę na problem cierpienia zwierząt. Ale bardziej przypomina to ulotkę z wypisanymi postulatami, akurat w tym przypadku przedstawionymi za pomocą ilustracji, niż komiks, w którym czytelnik znajdzie jakąś historię. [więcej na stronie Gildii Komiksu]

niedziela, 6 listopada 2011

#175 - Kamień przeznaczenia, tom 2 [Tomasz Kleszcz]

Cytując wstęp napisany przez autora, "Minęło troszkę czasu i mamy tom 2". Krótszy o połowę (przez co ujrzał światło dzienne po kilku miesiącach od premiery pierwszej części), nadal czarno-biały, jednak z dodaną płytą, na której czytelnik znajdzie kolorową wersję komiksu. Gościnny udział na kilku stronach zalicza Magda Saramak. Przed lekturą zastanawiałem się, czy postęp, jaki zapowiadał wcześniej Tomasz Kleszcz będzie duży, tylko taki sobie, czy właściwie niezauważalny. Poprzedni tom dawał nadzieję, ale także powodował, że obawiałem się, co z dalszym ciągiem. [więcej na stronie Alei Komiksu]

sobota, 5 listopada 2011

#174 - Ziniol - The Very Best OFF: Greatest Hits vol. 1 1998-2005

Pierwsza część The Very Best OFF to najlepsze, zdaniem autorów, komiksy, które wcześniej znalazły się w kserowanej odsłonie Ziniola. Ziniol, na początku Zinio, to najpierw czterdzieści numerów zina, później 10 numerów magazynu wydawanego przez Timofa, obecnie zaś "jedynie" często aktualizowany blog z mnóstwem krótkich opowieści obrazkowych, ilustracji, recenzji, newsów (ponad 200 odcinków działu "Kibicujemy") i wieloma innymi ciekawostkami. [więcej na stronie Gildii Komiksu]

niedziela, 30 października 2011

#173 - La Masakra [Max Atlanta]

To nie tak, że umarłem, nie wróciłem z MFK lub wróciłem i przestałem pisać recenzje. Pisałem tyle, co zawsze, ale nie tutaj. Teksty będą ukazywać się w swoim czasie, na przykład na stronie Alei Komiksu. Pierwszy z nich, krótka recenzja La Masakry, został opublikowany w najnowszym, siódmym numerze Bez Kultury. Zin można pobrać stąd.

sobota, 24 września 2011

#172 - Jadę na MFK

W tym roku po raz pierwszy wybieram się na Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi. Wreszcie. Chciałem jechać już dawno, tylko że jakoś nigdy nie umiałem się zebrać i ruszyć dupy. Teraz jest inaczej, wszystko postanowione i zaplanowane, są nawet jakieś noclegi, o ile nic nie nawali. Głównie cieszę się z tego, że będę miał okazję poznać kilka osób, które znam jedynie z Internetu. To trochę śmieszne i smutne, "znać" kogoś jedynie w taki sposób i utrzymywać takie znajomości, a jednocześnie, w tych czasach, poniekąd normalne i raczej powszechne. No trudno, kiedyś można było kontaktować się jedynie za pośrednictwem listów (i pewnie było wielu ludzi, którzy pisali do siebie i nigdy nie poznali się osobiście), dzisiaj to maile, Facebook i wzajemne komentarze pod jakimiś wpisami na blogach. Ale kiedy można to zmienić, lepiej to zmienić. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Ponieważ nie zamieszczam w Internecie swoich zdjęć, większość moich wirtualnych znajomych, którzy lubią komiksy, nawet nie wie, jak wyglądam, więc będzie zabawnie. Do zobaczenia za mniej więcej tydzień, z tymi, na których uda mi się natknąć, a Ty, Ty i Ty, nie zdziwcie się, jak podejdzie do Was jakiś koleś i zacznie bełkotać coś pod nosem, że Michał, że wiesz, ten, co sobie pisze tu i tu.

czwartek, 22 września 2011

#171 - Komiksofilia: Rok Trzeci

To już trzy lata. Trzy lata i 146 recenzji, nie wiem, czy to dużo, mało, dobrze, źle, czy może tak sobie. Jestem umiarkowanie zadowolony z tego, co tu piszę. Znowu mogę napić się w samotności, choć już w przyszłym tygodniu stracę festiwalowe dziewictwo i ruszam na MFK, więc pewnie będzie okazja, żeby poznać osobiście kilku z Was. O tym jeszcze wspomnę, a póki co idę poczytać jakiś komiks. Następny podobny wpis, mam nadzieję, za rok.

niedziela, 18 września 2011

#170 - Lincoln [Olivier Jouvray & Jérôme Jouvray]

Wczoraj, recenzując pierwszy tom Zabójcy, stwierdziłem, że bohater może być jednocześnie irytujący oraz interesujący. Taki właśnie jest Lincoln. To podły nihilista, sierota wychowana przez prostytutki z saloonu, człowiek pozbawiony wszelkich wartości moralnych. Nie lubi prawie niczego, chociaż dzień, w którym gra w karty, pijany uprawia seks, dostaje w mordę, a następnie zasypia koło kałuży własnych wymiotów, uznaje za najpiękniejszy w swoim życiu. Napada na pociągi, wszczyna bójki, podpala stodoły, załatwia się w miejscach publicznych i bije małe dzieci, wszystko bez najmniejszych wyrzutów sumienia. Mimo to Lincolna przedstawiono w taki sposób, że trudno go nie polubić. To naprawdę bardzo fajna postać, choć daleko mu do bohaterów, których pamięta się jeszcze długo po lekturze komiksu. Taki jest również sam komiks: dobry, ale dla mnie nic specjalnego.

Motorem napędowym przygód Lincolna jest jego relacja z Bogiem. Po tym, jak zostaje wypędzony z miasteczka, w którym dorastał, sierota spotyka swojego stwórcę. Bóg postanawia zrobić z niego dobrego człowieka, a nawet bohatera walczącego w słusznej sprawie. Na zachętę daje mu nieśmiertelność. Oczywiście Lincoln marudzi, jak zwykle jest niezadowolony, ale w końcu myśli sobie: czemu nie? Może będzie zabawnie.

Myślałem to samo jako czytelnik, ale według mnie możliwości płynące z pomysłu na fabułę nie zostały do końca wykorzystane. Scenariusz daje radę, lektura jest bardzo przyjemna, kreskówkowe rysunki oraz kolory są ogromnym plusem albumu, jednak przez cały czas czekałem na coś niesamowicie mocnego, na prawdziwe przegięcie ze strony Lincolna. Zwłaszcza, że już na początku poprzeczka jego podłości została ustawiona strasznie wysoko. Myślałem, że skoro już na starcie zaprezentowano go jako kawał gnoja, dopiero później pokaże, na co naprawdę go stać. Nie pokazuje. Nie ma też (poniekąd na szczęście) jego przemiany w całkowicie dobrego bohatera i obrońcę uciśnionych. Wtedy historia chyba całkowicie straciłaby swój urok. Lincoln jest ciekawy taki, jaki jest, z Bogiem co chwilę upominającym go, że znowu postąpił niewłaściwie.

Po cichu liczyłem na kolejną genialną pozycję od wydawnictwa Mroja Press, coś tak rewelacyjnego jak Profesor Bell. Nie tym razem. Pierwszy tom Lincolna polecam, z zastrzeżeniem, że moim zdaniem to jeszcze nie do końca to. Ze scenariusza dało się wykrzesać nieco więcej, entuzjazm pewnie mógłby być większy, cena okładkowa trochę straszy, ale poza tym to udana rzecz. Oby lepsza z każdym kolejnym tomem i oby Mroja dała możliwość ich przeczytania.

sobota, 17 września 2011

#169 - Zabójca: Niewypał [Matz & Luc Jacamon]

Pierwszy tom Zabójcy traktuję jako rozgrzewkę przed czymś naprawdę dobrym, co, mam nadzieję, przeczytam w kolejnym odcinku. Tak naprawdę oczekiwałem tego już po tym epizodzie, ale widocznie to jeszcze nie ten moment. Bo w albumie Niewypał nie dzieje się prawie nic, poza ciekawymi (choć nie zachwycającymi, przynajmniej mnie) ilustracjami nie ma tu właściwie niczego, za co mógłbym pochwalić ten komiks. A pozytywnych opinii na temat serii było tak wiele...

Jestem przekonany, że Zabójca usatysfakcjonuje wielu czytelników, którzy odnajdą w nim pasjonującą podróż do wnętrza umysłu płatnego mordercy, niepokojącego, czarnego charakteru. W porządku, kwestia gustu. Dla mnie, poza kilkoma ostatnimi stronami zapowiadającymi być może ciekawy (oby) ciąg dalszy, pierwszy odcinek to zajmujący około sześćdziesiąt stron bełkot głównego bohatera, czającego się na swoją ofiarę w pokoju hotelowym. Jak na złość, ofiara nie pojawia się na miejscu, więc wynajęty mężczyzna z bronią przygotowaną do oddania strzału ma sporo czasu na zaprezentowanie nam swojego światopoglądu. Zastanawialiście się kiedyś, czym wypełnia sobie długie godziny oczekiwania podczas realizacji zlecenia płatny zabójca?, czytamy na ostatniej stronie okładki. Ten wypełnia sobie długie godziny cynicznymi przemyśleniami, przede wszystkim na temat swojej pracy. I ja rozumiem, że ktoś może być jednocześnie irytujący oraz interesujący, ale postać, którą stworzył Matz jest w moich oczach jedynie irytująca. Wciska czytelnikowi swoje głodne kawałki (Gdyby się dobrze zastanowić, wszyscy jesteśmy zabójcami w ten czy inny sposób), usprawiedliwia się, wspomina zbrodnie nazistów, mówi o dzieciach z trzeciego świata, umierających przy pracy, aby "nasze mogły błyszczeć w szkole". Pokazuje, że na tle tego wszystkiego wcale nie jest aż taki zły. A dla mnie najzwyczajniej w świecie pierdoli, w dodatku w nieciekawy sposób.

Nie oczekiwałem sensacji ani całego albumu wypełnionego strzelaninami (jest ich trochę, tytułowy bohater nie tylko filozofuje, ale i wspomina poprzednie zlecenia), wiedziałem, co mnie czeka, jednak spodziewałem się o wiele bardziej interesującej narracji. Na pewno kupię kolejny tom, żeby sprawdzić, co będzie dalej. Nie chcę skreślać całej serii po pierwszym, takim sobie (mimo wszystko nie całkiem nieudanym) odcinku. Z drugiej strony, Niewypał to szybka lektura na mniej niż pół godziny, czyli niewiele czasu, a w ciągu tych dwudziestu paru minut zdążyłem się nieźle wynudzić i poirytować głupotą głównego bohatera. Niewiele poza tym. Więc nie polecam, chyba, że opisane przeze mnie cechy komiksu paradoksalnie zachęciły kogoś do sięgnięcia po Zabójcę. Mam nadzieję, że po następnej części zmienię zdanie.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...